Zyta Rudzka „Krótka wymiana ognia” – RECENZJA

„Tymczasem zrobiłam się stara i stoję na przystanku (…)”.

Starość dość często bywała i bywa nadal tematem literatury. Starość męska, bo starość kobieca – znacznie rzadziej. A jeśli już – to jest to starość uwznioślona, uszlachetniona albo tragiczna, pełna cierpienia. Zyta Rudzka w „Krótkiej wymianie ognia” pokazuje starość kobiety, posługując się groteską. Nie oznacza to jednak, że jest to książka śmieszna (rozśmieszenie gawiedzi to wszak tylko pierwszy efekt działania groteski, potem przychodzi refleksja, często bardzo przykra). Owszem, cięta ironia głównej bohaterki i jednocześnie narratorki, siedemdziesięcioletniej poetki – Romy Dąbrowskiej, jest bardzo zabawna („Cyryl patrzy na mnie jak na wazę Etrusków. Dobrze, że nie siedzimy w muzeum, wychodząc uruchomiłabym alarm”). Zaskakują i momentami bawią jej bystre, odważne myśli, szybko lecz wyraźnie nakreślone portrety ludzi (głównie mężczyzn: byłych mężów, dawnych kochanków), groteskowo opisane sytuacje. W gruncie rzeczy jednak z opowieści snutej przez Romę, migawek teraźniejszości i wspomnień, przeziera dojmujący smutek. Lektura zaś tej niedługiej książki, „powieści rzeczki”, pozostawia czytelnika przede wszystkim z uczuciem niepokoju. I także z przeświadczeniem, że warto było czekać kilkanaście lat na kolejny utwór prozą Zyty Rudzkiej.

Powiedzmy kilka dosłownie słów o treści. Wspomniana Roma, uznana poetka, spotyka mężczyznę, właściwie „chłoptysia” – Cyryla. Ten wyznaje jej miłość. Roma fascynuje go jako artystka, on interesuje ją jako „młody samczyk”. Myśli więc:

Co mam z tym chłopaczyskiem zrobić? Spakowałam się już na drogę do grobu, może się rozpakuję, chociaż na trochę […] Spałam w trumnie, żeby się przyzwyczaić, ale może trzeba będzie wrócić na łóżko, położyć się na wznak i jeszcze rozłożyć nogi. Kamasutrą już nie polecę. Moje ulubione pozycje z powodu bólu krzyża nie wchodzą w rachubę. Chociaż kapliczka pewnie ciągle całkiem, całkiem.

Czy i jak rozwinie się ta znajomość – oczywiście nie opowiem. W każdym razie będzie to dla Romy bodziec do swoistego podsumowania. Z pozycji starej kobiety (czego ani nie lubi, ani nie akceptuje) w formie urywanych, pozornie przypadkowych wspomnień, opowie o swoim dzieciństwie na wsi, małżeństwie, rozwodzie, córce, o życiu erotycznym i twórczym. I nie będzie to bynajmniej łatwa historia ani historia przynosząca jednoznaczne odpowiedzi. Nie spodziewajcie się mądrych refleksji ani mądrości życiowych dojrzałego człowieka. Ani długie życie, ani uznany dorobek twórczy, nie sprawiły, że Roma czuje się pogodzona z losem, spełniona. Nie jest nobliwą starszą panią, a „staruchą”, „starą krową” z obrzydliwym ciałem i umysłem, który z racji wieku wcale nie pojmuje więcej.

Zyta Rudzka rozprawia się więc poniekąd z utrwalonym w kulturze mitem starości. Oczywiście – na swój groteskowy, feministyczny sposób. Pomaga jej w tym unikalny język, który jest bez wątpienia jedną z najmocniejszych bądź nawet najmocniejszą stroną książki. To język nieco poetycki, bawiący się słowem, metaforyką, a jednak w punkt opisujący rzeczywistość, ironicznie, do bólu szczerze i okrutnie.

Kiedyś był tu Czarnolas, potem Schwarzwald, a teraz czarna dziura.

Niewiele ze mnie zostało. Z gestów – geściki. Z wierszy – żarciki. Z ran szarpanych – kuku.

Jest też „Krótka wymiana ognia” zabawą z formą powieści pokoleniowej. Opisuje bowiem losy nie jednej a aż trzech kobiet: przede wszystkim Romy, ale także jej matki i córki. Opowieść Romy przerywają wypowiadane do wiejskiej studzienki monologi matki, „mamulki”. Wydawać by się mogło zdziecinniałe gadanie zwariowanej staruszki ujawnia tragiczne epizody jej życiorysu uwikłanego w trudną historię Polski. Sama Roma zaś opowiada  o córce, Zuzance – wybitnie utalentowanej pianistce, która zrezygnowała z bardzo wcześnie rozpoczętej kariery i zwyczajnie uciekła od wcześniejszego życia, na kilkadziesiąt lat zupełnie zrywając kontakty z matką i ojcem. Losy tych trzech kobiet w sposób oczywisty się łączą, a jednak nie ma miedzy nimi porozumienia, każda samotnie zmaga się ze swoją innością, obcością. Nawet matka, prosta wiejska kobieta, a nie artystka, jak jej córka czy wnuczka, mówi:

(…) czemu ja od okna do okna chodzę, a nie, jak inne baby, po Tesco?

To jednak nie saga, nie historia rodzinna opisana w sposób utrwalony w tradycji literackiej. Mamulka, Roma i Zuzka są do siebie podobne wizualnie, być może łączą je także cechy charakterologiczne. Mimo to mam wrażenie, że ich historie są osobne, każda inna, w pewien sposób tragiczna.

Trudno po lekturze „Krótkiej wymiany ognia” zająć czytelnikowi jednoznaczne stanowisko, trudno objąć tę książkę, uchwycić zamysły autorki. Nie takie prawdopodobnie były jednak intencje Zyty Rudzkiej, która raczej podrzuca tropy niż tłumaczy. Choć krótka w objętości, książka jest bardzo bogata w treści, również dzięki doskonałej warstwie językowej. Po przeczytaniu właściwie powinno się zacząć lekturę ponownie, by odszukać kolejne sensy, może podążyć inną interpretacyjną ścieżką. Zatem – ołówki do ręki (będą niezbędne do zaznaczania szczególnie udanych fragmentów) i czytajcie. Zaręczam, że warto:)

A.

Zyta Rudzka, „Krótka wymiana ognia”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018, liczba stron: 199.
Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem W.A.B.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *