„Hamnet” – kilka słów o książce Maggie O’Farrell i filme Chloé Zhao


Czy William Shakespeare, pisząc wiekopomne „być albo nie być”, myślał o swoim zmarłym synu? Wraz z żoną, Annie Hathaway, mieli troje dzieci: córkę Suzannę oraz bliźnięta Judith oraz Hamleta (bądź Hamneta – w szesnastowiecznej Anglii imię to miało funkcjonować w dwóch wersjach). Chłopiec odszedł w wieku jedenastu lat, być może jako ofiara dżumy. Czy jego przedwczesna śmierć zainspirowała Shakespeare’a do napisania jednej z największych tragedii elżbietańskich? Chciał się w niej uporać z bólem po stracie dziecka? Upamiętnić w niej jego imię?

Ta wciąż nierozstrzygnięta przez historyków i literaturoznawców zagadka miała latami pobudzać wyobraźnię Maggie O’Farrell, by doprowadzić do powstania powieści „Hamnet”. Pochodząca z Irlandii Północnej pisarka stworzyła literacką wizję małżeństwa Shakespeare’a – opowieść o pięknej relacji miłosnej, ale i o trudzie codzienności, dostosowywania się do społecznych oczekiwań. Także o rozłące, trudzie bycia artystą i jednocześnie mężem i ojcem. Przede wszystkim jednak O’Farrell napisała historię o Annie (w powieści i jej ekranizacji – Agnes), córce „wiedźmy z lasu”, kobiecie, której bliżej do natury niż do ludzi, odczuwającej głęboko i w sposób instynktowny, jakby pierwotny, wreszcie – wspaniałej matce, gotowej na wszelkie poświęcenia dla dobra swoich dzieci.

Co ciekawe, to nie jedyny stworzony przez Maggie O’Farrell portret kobiety inspirowany postacią historyczną. Powstały dwa lata po „Hamnecie” „Portret Lucrezii” (w Polsce wydany w 2025 roku) poświęcony jest młodziutkiej, szesnastowiecznej księżnej Ferrary. Lucrezia była żoną niespełna rok, pozostały po niej dwa portrety, prezentujące sztuczny wizerunek arystokratki, odzianej w bogate suknie i drogocenną biżuterię, podczas gdy prawdziwa osobowość kobiety, jej głębokie emocje, zostały ukryte. To mroczna, niepokojąca, bardzo interesująca lektura, do której szczerze zachęcam.

Wróćmy jednak do „Hamneta”. Powieść Irlandki stała się inspiracją do stworzenia jej wersji filmowej, do której zresztą O’Farrell współtworzyła scenariusz. Ekranizacja w reżyserii Chloé Zhao, laureatki Oscara za „Nomadland”, w moim odczuciu bardziej porusza i dotyka niż zachwyca, choć jego strona wizualna jest piękna (o czym jednak za chwilę). Obraz każe widzowi, wraz z parą głównych bohaterów, przeżywać radość, a potem ból rozstania, nieporozumień, śmierci. A jeszcze później – dalej wraz z Agnes i Williamem, a na dodatek całą widownią londyńskiego teatru – odczuwać emocje, które wywołuje w nich wystawiana sztuka. I w końcu – dzięki tym głębokim przeżyciom – pewien rodzaj ulgi i oczyszczenia. „Hamnet” bowiem to także ukłon wobec starożytnej koncepcji „katharsis”. Przypomnienie, czym jest, a raczej czym może być teatr i sztuka, niekoniecznie klasyczna.

Pomimo że historia opowiedziana w „Hamnecie” odnosi się do biografii bodaj najsłynniejszego dramatopisarza w dziejach ludzkości, jest na wskroś uniwersalna. Widz właściwie nie musi wiedzieć, że główna postać męska to sam William Shakespeare (jego nazwisko pojawia się dopiero pod koniec filmu). Film Zhao to nie kolejna biografia Shakespeare’a, a raczej głęboki i wielowymiarowy dramat psychologiczny, w którym Jessie Buckley w roli Agnes (słusznie nominowana za tę kreację do Oskara) i Paul Mescal jako William są po prostu świetni, by nie powiedzieć wybitni.

Fabułę dopełnia, a może wręcz współtworzy, warstwa wizualna. Kolory, metaforyczne obrazy lasu, natury widzianej z bliska i z dalszej perspektywy, kostiumy… właściwie należałoby obejrzeć film przynajmniej dwukrotnie, by docenić ich głębię i symbolikę. Tym większa radość dla polskich odbiorców, że swój znaczny udział w filmie mieli nasi rodacy: Łukasz Żal jako autor zdjęć i Małgosia Turzańska, kostiumografka (także nominowana do Oskara).

Oglądajcie zatem „Hamneta”. Czy wylejecie na nim morze łez i poczujecie się oczyszczeni? Cóż, tego nie wiem. Na pewno jednak nie pozostawi was obojętnymi. Ostrzegam jedynie – po napisach końcowych może być trudno pozbierać się z fotela.

Agata

Zdjęcia: materiały prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *