Książeczki dla maluchów – subiektywny przegląd :)

Jak być może pamiętacie, rodzina Zabookowanych jakiś czas temu powiększyła się o pewną małą księżniczkę. Oczywiście mamy nadzieję, że dołączy ona w niedalekiej przyszłości do grona miłośników książek. 🙂 Jako że zaczynamy świętować jeden z najważniejszych dni w roku – Dzień Dziecka – chcę wykorzystać tę okazję do opowiedzenia Wam o naszych doświadczeniach z pierwszymi lekturami, o książeczkach, które u nas wyjątkowo się sprawdziły, w tym pierwszym, niemowlęcym jeszcze etapie.

Każdy rodzic zapewne wie, że warto zacząć czytać dziecku i z dzieckiem już od urodzenia. Nie będę Was tu zanudzać naukowymi teoriami, wspomnę tylko, że czytanie rozwija mózg, ułatwia koncentrację, wycisza dziecko przed snem, jest okazją do spędzania wspólnie czasu, a do tego po prostu fajną zabawą. Półki w księgarniach uginają się od książeczek dla dzieci, wybrać coś z tego jest naprawdę trudno. Ale moim zdaniem jest kilka serii, na które warto zwrócić szczególną uwagę, bo są po prostu fantastyczne, pięknie wydane i zapewnią Waszym pociechom masę frajdy. To ulubione książeczki naszej najmłodszej Zabookowanej, każdego wieczoru czytamy jedną z nich (a czasem wszystkie po kolei), zabieramy je ze sobą na wyjazdy, bez zbędnej przesady powiem, że przepada za nimi.

“Na nocnym niebie”, projekt, tekst i ilustracje Gabriele Clima, seria Przesuń paluszkiem, Wydawnictwo Wilga, 12 stron.

To nasza pierwsza książeczka i muszę powiedzieć, że od razu był to strzał w dziesiątkę. Zawiera proste, ładne i duże ilustracje, wszystkie związane tematycznie z niebem czy nocą. Dziecko może paluszkiem przesuwać ruchome elementy i zapalać lampkę, albo gwiazdki na niebie. “Na nocnym niebie” czytamy od mniej więcej ósmego miesiąca życia, na początku głównie oglądaliśmy obrazki, ale córeczka bardzo szybko nauczyła się przesuwać kolejne fragmenty. Przy każdej stronie można budować różne historyjki, książeczka zapewnia zabawę na wiele wieczorów przed snem. Ma grube, lakierowane strony i jest bardzo odporna na gryzienie czy inne wyrazy sympatii niemowlęcej, ma też poręczny format, jest nieco większa, więc rysunki są dobrze widoczne. Gorąco polecam, cała seria jest zresztą świetna!

Marta Galewska – Kustra, “Pucio uczy się mówić”, ilustracje Joanna Kłos, Nasza Księgarnia, 40 stron.

Pucia chyba nie trzeba nikomu przedstawiać.To seria książek, stworzonych przez logopedę i pedagoga dziecięcego, Martę Galewską – Kustra, mająca już chyba status kultowej wśród rodziców małych dzieci. Zamówiłam książkę dla córeczki na Gwiazdkę, kiedy miała jakieś osiem miesięcy, ale muszę się przyznać, że trochę z rozpędu, nie zaglądałam do niej wcześniej i nie byłam specjalnie świadoma jej szalonej popularności. “Pucio uczy się mówić” to czwarta, w kolejności wydania, pozycja z serii, ale właśnie ona przeznaczona jest dla najmłodszych dzieci, które dopiero uczą się, albo będą się uczyć mówić. I co tu dużo mówić – przepadliśmy. Całą rodziną zapisać możemy się do fanklubu sympatycznego malca, jeżeli takowy gdzieś istnieje. Bohaterem serii jest mały chłopiec, Pucio i cała rodzinka, wraz z kotem i psem. Na kolejnych stronach przedstawione są typowe scenki z życia każdej rodziny: wspólny obiad, pływanie w jeziorze czy odwiedziny u dziadków. Na każdej jest krótki tekst, a także bardzo duże i wyraźne ilustracje i podkreślone wyrazy dźwiękonaśladowcze, typu: mniam czy bach. Zadaniem Pucia jest wspomóc nasze pociechy w pierwszych krokach w mówieniu. “Pucio uczy się mówić” moim zdaniem to pozycja obowiązkowa w biblioteczce każdego malucha, zapewne pozostałe książki z serii też, ale ich jeszcze nie mamy. Fascynacja córeczki kolejnymi scenkami jest wprost niezwykła, może ona godzinami przeglądać rysunki, ma swoje ulubione strony, pokazuje różne elementy paluszkiem, powtarza za nami słowa. Czytanie Pucia to naprawdę wielka frajda dla całej rodziny. Muszę też wspomnieć o rewelacyjnych ilustracjach Joanny Kłos, są dużym atutem książki – wyraźne, ale też bardzo estetyczne, w stonowanych kolorach, ze szczyptą 

humoru. Nie przypominają typowych rysunków, często przesłodzonych i kiczowatych, z książeczek dla dzieci. Pucio ma duży format, może trudno zabrać go w podróż, ale w domowych warunkach sprawdza się świetnie, dzięki niemu rysunki i litery są bardzo duże i wyraźne. Do tego książka ma aż 40 stron, z grubej tektury, lakierowanych i odpornych na zniszczenia. To całe miesiące wspólnego czytania! My mamy książkę już pół roku i wcale nam się nie znudziła. Jeśli jeszcze nie znacie Pucia, koniecznie musicie to nadrobić!

Lydia Nichols, “Wydaje mi się, że widziałem… niedźwiedzia”, Wydawnictwo Mamania, 10 stron.

To kolejna z naszych ulubionych książeczek, również zawiera ruchome elementy. Tutaj zadaniem dziecka jest odnalezienie niedźwiedzia, który ukrywa się w bardzo nietypowych miejscach, raz w autobusie, innym razem w bagażniku samochodu. Dziecko może przesuwać paluszkiem różne fragmenty i samodzielnie odkrywać kolejne schowki niesfornego zwierzaka, ćwiczyć tym samym małą motorykę. Książka jest świetnie, bardzo zabawnie ilustrowana, zawiera mało tekstu, ale na tym etapie i tak rodzic przy każdej stronie opowiada jakąś własną historyjkę, do czego książeczka jest zresztą stworzona. Ma bardzo fajny, nieduży format, grube, wytrzymałe strony, ilustracje są wyraźne, można ją też łatwo zapakować do torby i zabrać ze sobą na spacer czy wycieczkę. Z tej serii jest jeszcze książka o lwie. Zdaniem córeczki – hit.

Joannie Ho, “Gdzie się schował mój misio”, Wydawnictwo Wilga, 10 stron.

Ostatnią książeczką, którą chciałam Wam polecić, jest “Gdzie się schował mój misio”, z tej serii również jest jeszcze kilka innych książek. Króliczka Zosia chciałaby iść spać, ale zapodział się jej ukochany misio. Szuka go po całym domu, zagląda za książki i do pralki. Książeczka zawiera mnóstwo ruchomych elementów, na każdej stronie coś się wysuwa, odsłaniając kolejne okienka. Ilustracje są kolorowe i choć typowe dla maluchów, to ładne i wyraźne. “Gdzie się schował mój misio” ma za zadanie ćwiczyć spostrzegawczość i małą motorykę, córeczka przepada za okrywaniem, co kryje się przesuwanym elementem. Duża porcja zabawy gwarantowana. Książka jest nieduża i poręczna, więc ją także można wszędzie zabrać. Serdecznie polecam Wam całą serię.

Ola

 

4 thoughts on “Książeczki dla maluchów – subiektywny przegląd :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *