Katherine Webb, „Angielka” – RECENZJA

„Angielka” Katherine Webb to powieść nie o jednej, jak wskazywałby tytuł, a o dwóch kobietach – niezwykłych, silnych, przekraczających granice, mających wielkie pragnienia i odwagę, by je urzeczywistnić. Autorka snuje opowieść o nich na dwóch planach czasowych (na przełomie XIX i XX wieku i jakieś pięćdziesiąt lat później), przenosząc czytelnika do miejsca ich wspólnych marzeń – do Arabii, a konkretniej do surowego i tajemniczego Omanu. Tu, w oszałamiającej spiekocie arabskiego słońca, na tle egzotycznych krajobrazów, rozgrywają się wydarzenia, które przyprawić mogą o zawrót głowy. Dramatyczne wybory, wielkie miłości i bolesne zdrady, niebezpieczne podróże, historia i polityka… To według mnie najbardziej porywająca, najciekawiej skonstruowana książka brytyjskiej pisarki – spośród tych, wydanych w Polsce.

Joan Seabrook od dziecka marzy o Arabii, krainie kolorów, zapachów, bezkresnej pustyni. Jej ojciec, wspaniały człowiek, choć wątłego zdrowia, czasem ulegający melancholii, uwielbiał „Baśnie tysiąca i jednej nocy”, a  fascynację arabskimi historiami zaszczepił córce. Mówił:

Och, Joani, nie wiesz o tym, że Arabię przepełnia magia? Jak inaczej ktokolwiek mógłby mieszkać na takiej pustyni? Arabia to ocean piasku, i to największy na świecie. Ciągnie się setki mil w każdym kierunku; potrafisz to sobie w ogóle wyobrazić? Falujące wzgórza i doliny: i to wszystko ze złotego piasku, suchego jak pieprz.

I tak, śniąc o cudownej, odległej krainie, zamieszkałej przez dżiny potrafiące zamieniać piasek w złoto, krainie, w której żyją tak piękne kobiety, że ich urodę trzeba ukrywać przed światem, Joan zostaje archeolożką. Aż wreszcie – w 1958 roku – wyrusza wraz z narzeczonym z rodzinnej Anglii i przybywa do starożytnego miasta Muskat, stolicy Omanu. Pretekstem do tej wizyty są odwiedziny u młodszego brata, który walczy przeciwko sułtanowi w kampanii o Al-Dżabal al-Achdar. Joan pragnie oczywiście spotkania z bratem, ale chce także poznać magiczną Arabię i swoją idolkę, mieszkającą tu od lat Maude, niegdyś wielką podróżniczkę, obecnie zapomnianą przez świat staruszkę.

To ona – Maude Vickery – jest drugą bohaterką powieści, która na przekór swojej drobnej posturze (w dzieciństwie bracia nazywali ją „karzełkiem”) i pospolitej urodzie, chce udowodnić światu swoją wartość. Pomimo iż jest kobietą wychowaną w tradycyjnym domu, od dziecka pragnie zostać podróżniczką. Przede wszystkim jednak, podobnie jak wiele lat później Joan, marzy o Arabii. Dopina swego dzięki niebywałej inteligencji i determinacji (a także możliwościom finansowym zamożnej rodziny) – w roku 1909 dociera do miejsca swoich marzeń i jako pierwsza kobieta z Europy pokonuje omański Pusty Kwartał. Jako pierwsza kobieta – nie jako pierwszy podróżnik w ogóle – bowiem dosłownie o włos wyprzedza ją inny traper, mężczyzna…

Obie kobiety, stara i młoda, spotykają się, nawiązuje się miedzy nimi relacja, dość szczególna. To nie przyjaźń, w każdym razie nie od początku – Maude postanawia wykorzystać Joan do swoich celów. Wplątuje ją w intrygę, której nikt nie mógł przewidzieć, zwłaszcza młoda Angielka. Ba! Nawet miłośników prozy Katherine Webb (do których ja tez się zaliczam), przyzwyczajonych przez autorkę do ciekawie skonstruowanej fabuły, musiał zaskoczyć nagły rozwój wypadków, akcja nabierająca niezwykłego tempa, wątki przygodowe, awanturnicze wręcz. Mnie samą bez reszty porwała ta niesamowita opowieść, ale nie będę odkrywała przed wami jej szczegółów. Dość tu powiedzieć, że w jednej chwili życie Joan ulega całkowitej odmianie. Poznaje Arabię od drugiej, tej prawdziwej strony, nadal fascynującej i pięknej, ale również niebezpiecznej, okrutnej (kraj przecież owładnięty jest wojną). A co równie istotne – poznaje samą siebie, ma odwagę spojrzeć prawdzie w oczy i zadecydować o swoim życiu. „Angielka” jest książką o podróży w czasie i przestrzeni, a także podróży w głąb siebie, o zmianach i dojrzewaniu.

Podobnie jak w poprzednich powieściach, w „Dziedzictwie” i „Echach pamięci”, w swojej najnowszej książce Katherine Webb stosuje zabieg umieszczenia akcji w dwóch przestrzeniach czasowych, tworząc fabułę – konstrukcję z zagadką. Dzięki retrospekcjom odnoszącym się do życia Maude czytelnik stopniowo poznaje motywacje, które nią powodują, powoli odkrywa największą tajemnicę. Co również charakterystyczne dla prozy Webb, najistotniejszym czynnikiem sprawczym wydarzeń jest miłość, wielka miłość, silniejsza niż cokolwiek innego, i co za nią jakże często idzie – rozczarowanie, zdrada. Tym razem jednak tło fabularne jest wyjątkowo interesujące – nie tylko z uwagi na egzotykę mało znanego Europejczykom i tym bardziej fascynującego miejsca geograficznego, ale także dzięki autentycznym wydarzeniom historycznym. Wprawdzie sama autorka zaznacza w posłowiu, że powieść nie została pomyślana jako kronika wojny o Al-Dżabal al-Achdar, ale powołuje się na wiele faktów. Dzięki temu zderzają się w niej jakby dwie Arabie – ta idealizowana kraina z „Baśni tysiąca i jednej nocy”, i ta będąca w ryzach polityki, okrutna, owładnięta wojną (choć gwoli sprawiedliwości dodać muszę, że i ta druga wizja nie jest nadmiernie brutalna i krwawa, nie epatuje śmiercią).

To wreszcie, co nieodmiennie zachwyca mnie w książkach Katherine Webb, to wyjątkowa umiejętność budowania klimatu, sprawiania, że czytelnik zostaje wchłonięty do literackiego świata, w czas i miejsce kreowane przez pisarkę. Czytając „Angielkę”, czułam spiekotę arabskiego klimatu, gorąc piasku pod stopami. I mną zawładnęła moc pustyni, magicznej przestrzeni, groźnej, trudnej do zdobycia i kuszącej zarazem, pozwalającej oderwać się od wszystkiego, co dotychczas. Przestrzeni, która nieodwracalnie zmienia człowieka.

Zachęcam zatem do lektury –  równie gorąco jak bywa tylko w  sercu Omanu:)

Agata

Katherine Webb, „Angielka”, przeł. Olga Siara, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2017, ilość stron: 480.

Moja ocena (oczywiście subiektywna!): 8/10

Jedna myśl nt. „Katherine Webb, „Angielka” – RECENZJA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *