Margaret Atwood „Opowieść Podręcznej” – RECENZJA

Czy tak trudno wyobrazić dziś sobie narzuconą „odgórnie” i bez zgody znacznej części obywateli – rewolucję religijną? Rewolucję, która ma być jakoby jedynym ratunkiem na niebezpieczeństwo wojny z islamem, na katastrofę ekologiczną i kryzys płodności. I co najważniejsze – rewolucję, która rzekomo ma przywrócić tradycyjne wartości, odnowić moralność społeczeństwa, a w rzeczywistości – jest pogwałceniem wolności człowieka, odebraniem mu jego praw – jest terrorem.

Margaret Atwood rzeczywistość po takiej rewolucji wyobraziła sobie wiele lat temu i opisała w słynnej powieści z 1985 roku, którą zekranizowano pięć lat później. Od kwietnia tego roku (w Polsce za pośrednictwem platformy ShowMax) widzowie mogą oglądać amerykański serial pod tym samym tytułem, luźną adaptację powieści Atwood. O samej książce zrobiło się więc znowu głośno – zwłaszcza, że jej treść okazała się niesamowicie aktualna. Aż trudno uwierzyć, jak bardzo aktualna…

Freda, bohaterka powieści, niegdyś miała inne imię. Miała męża i córeczkę. Miała pracę. Nikt nie ograniczał jej swobody przemieszczania się, swobody mówienia. To było niegdyś. Nowy reżim, oparty na ideologii religijnej ortodoksji, odebrał jej wszystko. Rodzinę, wolność i możliwość decydowania o własnym ciele. W Republice Gilead (utworzonej w niedalekiej przyszłości na terenie Stanów Zjednoczonych) zdelegalizowano rozwody, drugie małżeństwa, a ona była dla swojego męża drugą żoną. Nie uznano jej jednak za niekobietę, nie odesłano do ciężkiej pracy i na rychłą śmierć do którejś z kolonii tylko dlatego, że… była jeszcze płodna. Została więc Podręczną w domu wysoko postawionego Komendanta i jego Żony. Podobnie jak inne Podręczne nosi białe nakrycie głowy, ograniczające jej widzenie, czerwoną długą suknię, zabroniono jej czytać, prawie nie może mówić, wychodzi z domu jedynie na targ (gdzie wszystkie napisy zastąpiono obrazkami) w towarzystwie innej Podręcznej, obowiązuje ją skrajna skromność i powściągliwość. Jedyne, czego powinna pragnąć, to zajścia w ciążę z Komendantem. Nie ma być jednak dla niego obiektem seksualnym, rozrywką, zabawką (do zapłodnienia może dojść jedynie w czasie comiesięcznej „ceremonii”). Ma być Naczyniem, dzięki któremu on i jego Żona, w trudnych czasach gwałtownego spadku przyrostu naturalnego, otrzymają dziecko. Tymczasem Freda pragnie naprawdę czego innego – pragnie przetrwać.

Kadr z serialu telewizyjnego z 2017 r., źródło zdjęcia: http://seryjni.blog.polityka.pl/2017/04/29/nolite-te-bastardes-carbonrundorum-o-swietnej-opowiesci-podrecznej/

O perypetiach Fredy, które spowodowały, że ze ściśniętym gardłem przewracałam stronę za stroną, o nietypowym zachowaniu Komendanta, o zakazanej znajomości Fredy z Nickiem, strażnikiem w domu Komendanta, o innych Podręcznych, o Ciotce Lidii i jej podobnych… – o tym wszystkim nie będę Wam opowiadać. Musicie przeczytać sami. To niesamowita historia: trzymająca w napięciu, poruszająca, wzruszająca i tak bardzo dająca do myślenia.

Margaret Atwood, jak sama podkreśla w jednym z wywiadów*, nie prorokuje – ona pokazuje jedną z możliwych wersji przyszłości. To wersja, która wielu wydać się może nieprawdopodobna. Ale przecież tak rodziły się reżimy. Przewracały dotychczasowy porządek. Czyniły faktem to, co wcześniej trudno było sobie wyobrazić w najczarniejszych scenariuszach. A wszystko oczywiście w imię wyższych celów, dla rzekomego dobra ogółu. I tak, jak w „Opowieści Podręcznej”, na ogół zaskakująco szybko i bez większego oporu ten nowy porządek ustanawiały:

Przypuszczam, że tylko w ten sposób mogli to zrobić, wszystko naraz, tak żeby nikt wcześniej nic nie wiedział – z kompletnego zaskoczenia (…) Po katastrofie zastrzelili prezydenta, z automatu skosili cały Kongres i wojsko ogłosiło stan wyjątkowy. A potem zwalili to na ekstremistów islamskich (…) zawiesili konstytucję. Powiedzieli, że to czasowe (…) Tygodniami trwał stan zawieszenia, chociaż wiele się w tym czasie działo. Zaczęto cenzurować prasę, a niektóre gazety w ogóle zlikwidowano – jakoby ze względu na bezpieczeństwo. Pojawiły się na ulicach zapory, wprowadzono karty identyfikacyjne. Wszyscy to popierali, no bo ostrożności nigdy za wiele. Mówili, że będą nowe wybory, ale to musi potrwać, bo trzeba je przygotować.

Tak stworzono utopijny raj, który dla wielu kobiet, takich jak nasza bohaterka, stał się piekłem. Ale we własne sidła wpadli też Ci, którzy gorąco postulowali stworzeniu nowego świata. Tragiczną postacią powieści jest Żona Komendanta, niegdyś Serena Joy, znana postać telewizyjna, która z czasem zaczęła wygłaszać ideologiczne pogadanki „o świętości ogniska domowego, o tym, że miejscem kobiety jest dom (…) jednak zamiast sama w nim siedzieć, wygłaszała pogadanki, ale to swoje uchybienie przedstawiała jako ofiarę poniesioną dla dobra ogółu”. Kiedy Freda poznaje ją na żywo,  Serena już nie wygłasza mów:

Jest teraz niemową. Siedzi w domu, ale jej to chyba nie służy (…) To już nie jest ten bezbłędny, wycięty z papieru profil, jej twarz się zapada – jak miasta zbudowane na podskórnych wodach, gdzie domy i całe ulice znikają z dnia na dzień, wchłonięte przez nagłe trzęsawiska, albo miasta górnicze, zapadające się w wydrążone pod nimi kopalnie. Coś podobnego musiało się z nią stać, kiedy do niej dotarło, do czego to wszystko prowadzi.

Republika Gilead okazała się pułapką nie tylko dla Podręcznych, ale też dla prawowitych Żon. Okazała się także pułapką dla niżej postawionych mężczyzn, którym nie przydzielono żon, a jednocześnie zakazano wszelkich kontaktów seksualnych. Co więcej, zdaje się, że nie przyniosła szczęścia takim mężczyznom jak Komendant Fredy, tym, którym przecież przede wszystkim powinna przynieść korzyści… Dlaczego? Sprawdźcie sami.

„Opowieść podręcznej” to niesamowicie ciekawie skonstruowana, jakże boleśnie aktualna antyutopia. Jej największa siła tkwi jednak w tym, że nie ogranicza się do projekcji przyszłości, alternatywnej rzeczywistości, ale punkt ciężkości skupia na bohaterce, jej psychice, przeżyciach. To niezwykłe studium człowieka w ekstremalnej sytuacji. Porażająca powieść i lektura obowiązkowa!

Agata

Margaret Atwood, „Opowieść Podręcznej”, przeł. Zofia Uhrynowska-Hanasz, Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2017, Liczba stron: 368.

Moja ocena: 9,5/10

*Margaret Atwood: Końca świata nie będzie, czeka nas koniec człowieka, wywiad Michała Nogasia, Wysokie Obcasy, 28 maja 2017, http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,21846737,margaret-atwood-konca-swiata-nie-bedzie-czeka-nas-koniec.html?disableRedirects=true

2 myśli nt. „Margaret Atwood „Opowieść Podręcznej” – RECENZJA

  1. Opowieść podręcznej mnie poraziła, nie mogłam spać, denerwowałam się, zaciskałam pięści z nerwów i nie mogłam oderwać się od czytania. prawda, że jest aktualna w Polsce jak nigdy. To bardzo smutne.
    Ciekawe czy inne książki M. Atwood są też tak dobre

    • Margaret Atwood pisze świetnie – tworzy niesamowite wizje niedalekiej przyszłości (niestety bardzo prawdopodobne). Fascynuje i przeraża! Na blogu wkrótce recenzja powieści „Oryks i Derkacza” (z 2003 r.), a w planach także kolejne części trylogii: „Roku potopu” i „MaddAddam” (2013). To inna wizja przyszłości, ale równie zatrważająca i równie dobrze napisana)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *