Anne B. Ragde, „Raki pustelniki” – „Saga rodziny Neshov” tom 2 – RECENZJA

Opowiedziana przez Anne B. Ragde historia norweskiej rodziny Neshov ma w sobie niezwykły magnetyzm. Ma siłę, która  powoduje, że czytelnicy na świecie, bo nie tylko w Norwegii, sięgają po kolejne tomy sagi. A przecież to proza bardzo realistyczna, bliska życia, codzienności czasem brzydkiej, przygnębiającej, brutalnej, czasem też radosnej – na ogół jednak trudnej. Gdzie sekret zatem? Wciąż się zastanawiam…

W drugim tomie sagi jądro wydarzeń po raz kolejny zostaje umieszczone w Bynset, rodzinnym gospodarstwie Neshov. Po śmierci Anny, matki i gospodyni, po pamiętnych świętach Bożego Narodzenia, które po raz pierwszy od wielu lat zgromadziły pod jednym dachem rodzeństwo Neshov, życie pozornie toczy się swoim starym trybem. Erlend  i jego partner, Krumme, wracają do Kopenhagi, do swoich prac i życia na wysokim poziomie, Magrido kontynuuje prowadzenie zakładu pogrzebowego i nadal marzy o saunie w mieszkaniu, Tor zostaje na gospodarstwie, a jego córka, Torunn, jak wcześniej pracuje w klinice weterynaryjnej. Dotychczasowy porządek w podupadłym gospodarstwie jest jednak postawiony na głowie (tak w każdym razie uważa Tor), a myśli członków rodziny nieustannie wracają do Bynset. To ich źródło, odzyskane korzenie, chcą tego czy nie. Czują więc odpowiedzialność za rodzinne dziedzictwo, a dramatyczne wypadki, jakie ponownie mają tam miejsce, jeszcze to poczucie pogłębią. Relacje pomiędzy członkami rodziny zostały nawiązane i choć tylko w przypadku Erlenda i Torun wydaje się, że układają się one wspaniale, związki rodzinne mają istotny wpływ na naszych bohaterów.

A dzieje się w ich życiu naprawdę wiele! Torunn ma burzliwy romans, Krumme pragnie dla siebie i Erlenda dziecka, nawet najbardziej wyciszony Magrido przeżywa ważne chwile. Czy znajdą w sobie nawzajem oparcie? Jak potoczą się ich losy, jak potoczą się losy gospodarstwa rodziny Neshov? Kolejna część sagi w niczym nie ustępuje „Ziemi kłamstw”, a koniec powieści i tym razem powoduje, że trudno złapać oddech…

Dlaczego „raki pustelniki”? Tytuł nawiązuje do jednej z figurek Swarowskiego z ekskluzywnej kolekcji Erlenda. To kryształowy rak pustelnik „pełzający ze swoim ukradzionym  ślimaczym domkiem na grzbiecie”. Jako mały chłopiec Erlend często przyglądał się tym skorupiakom razem ze swoim ukochanym dziadkiem Tallakiem (tak, tak, w rzeczywistości nie dziadkiem – a ojcem, ale wówczas najmłodszy spośród braci Neshov tego nie wiedział). Raki pustelniki rodziły się całkiem nagie, bez skorupy, były więc zmuszone odnaleźć sobie schronienie, kradły muszle ślimakom, a gdy muszle te zrobiły się za małe, zrzucały je i kradły większe.

Dziadek Tallak pomagał mu łapać je do wiadra. Wkładali do środka mnóstwo pustych muszli i śmiali się z raków, które nagle biegały dookoła i przymierzały się do nowych domków, żeby sprawdzić ich fason i przestronność. Starają się wybrać ten właściwy i są niespokojne, że mają tyle domków do wyboru, powiedział wówczas dziadek Tallak. Wyobrażają sobie, że jest im źle w starym domku, skoro tylko zauważą nowy. Erlenda zafascynowała ta myśl – że właśnie po to są na świecie, urodziły się, aby kraść cudze domy i w nich przeżyć.

Że urodziły się całkiem bez ochrony.

Dom – w sensie dosłownym i w sensie metaforycznym – jako pochodzenie, dziedzictwo, które nosimy w sobie – to nadrzędny problem „Raków pustelników”. Jak silne są więzy krwi? – zdaje się pytać Anne B. Ragde. Tor, Magrido, Erlend i Torunn byli do tej pory obcymi lub niemal obcymi sobie ludźmi. Co więcej – cała czwórka bardzo się od siebie różni. Są wręcz diametralnie odmienni. Nic zatem dziwnego, że każde z nich ocenia inaczej wydarzenia, które są ich udziałem. Nie rozumieją się, nie odczytują właściwie swoich intencji. Każdy przechodzi przez życie na swój sposób, odnajduje bądź próbuje odnaleźć dom gdzie indziej. A jednak są rodziną, są dla siebie w jakiś sposób ważni.

Kadr z serialu, norweskiej adaptacji sagi, źródło: https://www.nrk.no/kultur/berlinerpopler-ved-veis-ende-1.6362834

Autorka doskonale przedstawia rzeczywistość trudnych rodzinnych czy po prostu międzyludzkich relacji. W „Rakach pustelnikach” komplikuje życie swoich bohaterów, ale też przedstawia szerzej ich sylwetki (szczególnie dotyczy to Magrido, najbardziej tajemniczej postaci poprzedniego tomu). Rozwija bardzo ciekawy wątek homoseksualnego partnerstwa Erlenda i Krumme (które, jak to określił Krumme, wkracza na inny poziom). Narrację nadal prowadzi z perspektywy wielu bohaterów, dzięki czemu czytelnik ma możliwość wczuć się w ich położenie, w sposób myślenia, postrzegania wydarzeń. Zaprzyjaźnia się z nimi, obserwując ich codzienne zmagania, radości i smutki, jakby sam stawał się częścią rodziny Neshov. Może w tym właśnie tkwi moc tej niezwykłej sagi o życiu zwykłych ludzi?

Agata

Anne B. Radge „Raki pustelniki”, „Saga rodziny Neshov” t. 2, przeł. Ewa M. Bilińska, Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot 2017.

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz książki dziękuję przemiłemu Wydawnictwu Smak Słowa (a właściwie przemiłym osobom, które to sopockie wydawnictwo tworzą)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *