Wojciech Chmielarz, „Prosta sprawa” – RECENZJA

Kiedy widzimy zło, niesprawiedliwość, przemoc, często w naszych głowach pojawiają się myśli, że ktoś powinien z tym zrobić porządek. W literaturze czy filmie co rusz spotyka się superbohaterów, którzy walczą z przestępcami, często pozostając przy tym poza prawem.  Popularność tego rodzaju motywów wskazuje, że potrzebujemy czasem takich bajek dla dorosłych. Wojciech Chmielarz w czasie pandemii zaczął pisać pewną historię, ku pokrzepieniu czytelników przymusowo tkwiących w domach, która finalnie zaowocowała powieścią „Prosta sprawa”. Mamy tu do czynienia z superbohaterem w polskiej wersji, to (pozornie) prosta opowieść o tym, że komuś chce się walczyć ze złem. Dla mnie to też zupełnie nowa odsłona pisarza, znanego do tej pory z mocnych kryminałów, jak „Żmijowisko” czy „Wyrwa”, której recenzję znajdziecie tutaj. Odsłona dodam bardzo ciekawa!

Do Jeleniej Góry przyjeżdża główny bohater powieści, szuka przyjaciela – Prostego, któremu chce oddać dawny dług. W jego mieszkaniu szybko orientuje się, że musiało się stać coś złego – wszystko jest poprzewracane, szafy i szuflady wybebeszone, widać, że ktoś tu czegoś szukał. Jakby tego było mało, niemal natychmiast pojawia się towarzystwo w postaci dwóch mężczyzn, na pierwszy rzut oka wyglądających na gangsterów: Staszek i Czacha. Sytuacja wydawałoby się patowa – dwóch nawykłych do stosowania przemocy osiłków na jednego.

Czacha, wielki facet, umięśniony i sprawny, ewidentnie próbował mnie zastraszyć. W dziewięciu przypadkach na dziesięć to najbardziej racjonalny wybór, gdyż strach jest potężną bronią. Sama groźba dokonania aktu przemocy wystarczy, żeby napastnik osiągnął zakładane ryzyko, a równocześnie zminimalizował straty. Bo kiedy naprawdę trzeba zaatakować, nie wolno wykluczać, że co pójdzie nie tak, bo zawsze można ponieść straty: złamać rękę, nadwyrężyć nadgarstek lub zostać ugryzionym do krwi przez przerażoną ofiarę. Tak, w dziewięciu przypadkach na dziesięć zastraszanie to najlepszy możliwy wybór.

Problem Czachy nie polegał nawet na tym, że trafił na tę jedną sytuację na dziesięć, kiedy tak nie było. Chodziło o to, że jeszcze o tym nie wiedział.

Chwilę później obaj napastnicy leżą obezwładnieni na schodach, zastanawiając się, co się właściwie wydarzyło. Tymczasem dawny przyjaciel Prostego postanawia zorientować się w sytuacji i szybko odkrywa kilka rzeczy: że Prosty wplątał się w mafijne porachunki i to w dodatku międzynarodowe, że uciekł wraz z bardzo chorą córeczką, że w sprawę zamieszane jest ABW i że jest ona więcej niż poważna, a stawką będzie życie wielu osób. Jasne też stanie się, że główny bohater to nie jest zwykły człowiek, posiada on bowiem wiele nieczęsto spotykanych umiejętności – walki wręcz, obchodzenia się z bronią, analizy sytuacji. A także ma bardzo niejasną przeszłość. Postanowi rozwikłać zagadkę zniknięcia Prostego, chociaż skala zagrożenia zaskoczy nawet jego.

Na „Prostą sprawę” czaiłam się od dawna, ze względu na okoliczności, w jakich powieść powstawała. Była początkowo publikowana w odcinkach w czasie pierwszego lockdownu, na profilu Wojciecha Chmielarza na Facebooku. Pisarz chciał zapewnić swoim fanom (i chyba też samemu sobie) nieco rozrywki, pomysł jednak chwycił i koniec końców książka ukazała się drukiem, w rozszerzonej wersji. Okazuje się zatem, że ten niełatwy dla nas wszystkich okres przynieść mógł coś pozytywnego. „Prosta sprawa” to powieść sensacyjna, z dużą dynamiką wydarzeń, ale przyznać trzeba, że także i w tym gatunku pisarz odnalazł się doskonale.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, oczami głównego bohatera. Dzięki licznym retrospekcjom poznajemy jego przeszłość, co lepiej pozwala zrozumieć motywy jego postępowania, pomimo tego jednak postać ta i tak jest bardzo tajemnicza. Czytelnik do końca nie wie nawet dokładnie, jak on wygląda, ani jak się nazywa. Ze strzępków informacji można domyślać się tylko, skąd wzięły się niecodzienne umiejętności tej postaci. Chmielarz traktuje bohatera trochę z przymrużeniem oka. Bezkompromisowo rozprawia się on z bandytami, ma jednak swojskie atrybuty  – telefon Nokię 3310 w kieszeni, mętną, mocno niebohaterską przeszłość.  W końcu to superbohater w polskich realiach, od których pisarz nie ucieka. Rzeczywistość w tle nie jest w żaden sposób lukrowana, to świat, w którym rządzą bezwzględni przestępcy, przy milczącej zgodzie skorumpowanej policji.

Decyzje podejmowane przez bezimiennego głównego bohatera powieści mogą wydawać się czasem wątpliwe moralnie. Kiedy trzeba – zabija bez mrugnięcia okiem. Z drugiej zaś strony kieruje się on własnym kodeksem, jest wrażliwy na krzywdę innych, słabszych i nie waha się stanąć w ich obronie. Nawet jeśli sam – a zdarza się to nader często, ma dostać po głowie. Przywraca jednak pewien porządek rzeczy, gdzie zło zostaje ukarane, a dobro… Cóż, to już musicie odkryć sami.

Mnie to sensacyjne oblicze Wojciecha Chmielarza naprawdę zainteresowało, to bardzo sprawnie napisana historia, z wieloma zwrotami akcji. Wiele też wskazuje, że to początek nowego cyklu. Polecam!

Ola

Wojciech Chmielarz, „Prosta sprawa”, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2020, ilość stron: 383.

 

1 myśl w temacie “Wojciech Chmielarz, „Prosta sprawa” – RECENZJA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *