Martin Widmark, Helena Willis „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” – RECENZJA SERII


Z dziećmi musimy rozmawiać o dużych sprawach!

Martin Widmark (spotkanie z polskimi czytelnikami, festiwal Afera kryminalna, Gdańsk, październik 2019)

„Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” Martina Widmarka, z ilustracjami Heleny Willis, to jedna z najpopularniejszych na świecie serii kryminalnych dla młodych odbiorców literatury. Uwielbiane przez dzieci „tajemnice” („Tajemnica diamentów”, „Tajemnica hotelu”, „Tajemnica szkoły”, ostatnio wydana w Polsce „Tajemnica srebra” i wiele innych) wydawane są od niemal dwudziestu lat i zostały przetłumaczone na czterdzieści języków. Na ich podstawie powstają filmy, słuchowiska, spektakle teatralne, a wiele bibliotek deklaruje, że to najczęściej wypożyczany cykl przez czytelników w wieku około 7-11 lat. A przecież zaglądając do książek duetu Widmark – Willis (celowo piszę „duetu”, charakterystyczne, zabawne ilustracje są bowiem nierozerwalnie związane z treścią książek), możemy odnieść wrażenie, że te niedługie, proste historie, budowane są wciąż na tym samym pomyśle. Ot, para głównych bohaterów, chłopiec i dziewczynka, którzy chodzą do tej samej klasy, w szwedzkiej miejscowości Valleby, prowadzi biuro detektywistyczne i rozwiązuje zagadki kryminalne. W czym więc tkwi fenomen serii?

Nie odkryję Ameryki pisząc, że kryminały, te dla dorosłych, to współcześnie bodaj najpopularniejszy gatunek literacki. Czytelnicy szukają w nich wyjątkowych, emocjonujących, czasem mrożących krew w żyłach zdarzeń, które teoretycznie mogły by im się przytrafić w realnym życiu, ale zazwyczaj jednak się nie przytrafiają (i to właściwie dobrze – zdecydowanie lepiej zetknąć się oko w oko z mordercą na kartach powieści). Z drugiej strony lubią wcielać się w role detektywów, policyjnych inspektorów czy innych postaci tropiących morderców i złodziei. Dla dzieci lektura kryminałów (tych do nich kierowanych rzecz jasna) jest dokładnie tym samym – mierzą się dzięki niej z niezwykłą przygodą, czasem strachem i przede wszystkim same próbują odgadnąć, kto ukradł, kto popełnił przestępstwo, kto powinien trafić do więzienia. Z bohaterami wykreowanymi przez Martina Widmarka jest im bardzo łatwo się utożsamić. Nie dość bowiem, że są to dzieci, z pozoru zupełnie zwyczajne, niewyróżniające się niczym szczególnym, to budując te postaci autor posłużył się pewnym zabiegiem. O ile wszyscy pozostali mieszkańcy Valleby są jasno określeni, mają wyraźnie zarysowane cechy, o tyle Lasse i Maja to postaci, które określa się jako przezroczyste albo neutralne. Dzięki stonowaniu charakterów Lassego i Mai młody czytelnik wchodzi niejako w te postaci, patrzy ich oczami, a co za tym idzie – sam czuje się detektywem.

Nie bez znaczenia jest także język i sama forma „Biura Detektywistycznego…”. Martina Widmarka bez wątpienia nazwać można kontynuatorem najlepszych skandynawskich tradycji literatury dziecięcej. Proste zdania w czasie teraźniejszym oraz krótkie dialogi – powodują, że nawet początkujący czytelnik doskonale rozumie, co czyta. Ciekawa fabuła zaś i spora dawka humoru – podtrzymują jego zainteresowanie lekturą. Prostota tekstu nie ujmuje jednak jego wartości literackiej, która – jak się okazuje – jest uniwersalna. Pomimo tego przecież, że akcja książek toczy się w szwedzkiej miejscowości, jest ściśle związana ze szwedzkimi realiami życia, o perypetiach Lassego i Mai z zapartym tchem czytają dzieci w Chinach, krajach arabskich, właściwie we wszystkich miejscach na kuli ziemskiej. Widmark pisze bowiem o problemach, ludzkich zachowaniach, potrzebach i uczuciach, które zdarzyć mogą się wszędzie.

Co więcej, pomiędzy parą głównych bohaterów istnieje – nie boję się użyć tego określenia – równouprawnienie, jak mówi sam autor „idealna wymiana ról”. Oznacza to, że chłopiec nie robi niczego, czego nie zrobiłaby dziewczynka, i odwrotnie. Żadne z nich nie jest lepsze w jakiejś dziedzinie, żadne nie jest uprzywilejowane. W konsekwencji zaś – seria nie tylko propaguje ideę równości płci, ale jest równie dobrze odbierana i chętnie czytana przez dziewczynki, jak i przez chłopców. To zresztą nie jedyna idea, której ślad odnaleźć można, zagłębiając się w lekturze „Biura Detektywistycznego…”. W świecie wykreowanym przez Martina Widmarka ludzie po prostu są sobie równi, bez względu na status majątkowy, pochodzenie (pojawia się wielu obcokrajowców) czy nawet preferencje seksualne (a raczej uczuciowe, bo zdarza się np. w „Tajemnicy pływalni”, że ratowniczka jest zakochana w recepcjonistce). Przestępcą natomiast może się okazać ktoś, kto jest powszechnie szanowany, jak chociażby dyrektor szkoły. Co ciekawe, jedyną częścią cyklu, która nie została wydana w Polsce, jest „Tajemnica kościoła”…

Podczas spotkania z polskimi czytelnikami, które odbyło się w 12 października br. ramach festiwalu Afera kryminalna w Gdańsku, Martin Widmark zdradził, jak wpadł na pomysł stworzenia postaci Lassego i Mai. Imiona „pożyczył” od dziewiętnastowiecznego szwedzkiego złodzieja, który zasłynął tym, iż w trakcie swoich przestępczych eskapad przebierał się za kobietę i zyskał przydomek Lasse-Maja. Kiedy został ujęty i osadzony w więzieniu, opowiedział o swoich złodziejskich przygodach, a pewien strażnik spisał te historie. Tak miała powstać książka, która w XIX wieku stała się najpoczytniejszą, po Biblii, pozycją w Szwecji.

Autor zdradził również, że pracuje obecnie nad najnowszym tomem przygód Lassego i Mai, który będzie nosił tytuł „Tajemnica detektywa” (w Polsce pojawi się wcześniej wydana już w Szwecji „Tajemnica filmu”). Krótko po tym, jak w muzeum dojdzie do włamania, do miasteczka przybędzie pewien znany mistrz detektywistyczny. Mieszkańcy Valleby uznają oczywiście, że detektyw ów jest znacznie mądrzejszy i ma dużo większe doświadczenie od pary dzieci. Wkrótce okaże się jednak, że wie on o włamaniu coś, czego nie powinien wiedzieć, a Lasse i Maja nabiorą podejrzeń…

Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak czekać wraz z moją niespełna siedmioletnią latoroślą na kolejne części cyklu. Was natomiast – rodziców i opiekunów – gorąco zachęcam do podsuwania dzieciom „Biura detektywistycznego Lassego i Mai”. Te mądre, zabawne i ciekawe książki sprawdzą się zarówno jako lektury czytane wspólnie z dziećmi, jako pierwsze lektury dzieci, które dopiero zaczęły czytać, jak i książki czytane z dużą przyjemnością przez nieco starszych czytelników (nawet dziesięcio- czy jedenastoletnich). Dzieci bardzo lubią książki, w których dużo się dzieje, które są zabawne, a jednocześnie które po prostu łatwo i szybko się czyta. Dodatkowo cieszą je świetne, pełne humoru ilustracje i mapy miasteczka, w które wyposażona jest każda z części.

Agata

Ostatni wydany tom cyklu:

Martin Widmark, „Tajemnica srebra”, ilustracje Helena Willis, tłum. Barbara Gawryluk, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2019, liczba stron 138.

1 komentarz do “Martin Widmark, Helena Willis „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” – RECENZJA SERII

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *