Andrew Mayne „Naturalista” – RECENZJA

Głośne sprawy seryjnych morderców nie od dziś budzą grozę i rozpalają ludzką wyobraźnię. Kuba Rozpruwacz – XIX-wieczny postrach Londynu, Ted Bundy – człowiek o dwóch twarzach, przystojny, miły, wykształcony, a jednocześnie bezduszny morderca i nekrofil,  Amerykanin Henry Lee Lucas, który przyznał się do zjedzenia 150 ze swoich ofiar (a mogło ich być nawet około 600), Wampir z Zagłębia – chyba najsłynniejszy polski morderca czasów PRL-u, i wielu innych. Cieszą się mroczną sławą, inspirują do snucia na ich temat czy w oparciu o ich postaci coraz to nowych opowieści, także literackich czy filmowych. Czy zastanawialiście się jednak, ilu podobnych im zwyrodnialców nigdy nie zostało złapanych? Ilu zbrodni nie powiązano ze sobą i nie przypisano  sprawcy, który rzeczywiście ich dokonał? Wreszcie – ilu ofiar po prostu nie odnaleziono, a tym samym nie odkryto, że dokonano na nich morderstwa?

Powody, aby się nad tym zastanowić, ma bohater najnowszej powieści Andrew Mayne „Naturalista”.  A dzieje się to trochę przez przypadek.  Theo Cray, doktor bioinformatyki, zostaje zatrzymany przez policję, podejrzewającą go o brutalne morderstwo byłej studentki. Co prawda wkrótce organy ścigania zmieniają obiekt swoich zainteresowań, dopatrując się przyczyny śmierci dziewczyny w ataku niedźwiedzia grizzly, ale wypuszczony na wolność naukowiec nie wraca po prostu do swoich dawnych zajęć. Bardzo szybko dostrzega bowiem coś, co nie daje mu spokoju, czego nie zauważyła policja, a co spostrzegła także Kelsie, pierwsza z ofiar opisanych na kartach powieści. Dziewczyna „(…) nie miała pojęcia, co ją zaatakowało, ale kiedy leżała sparaliżowana i się wykrwawiała, przyszła jej do głowy myśl, że nigdy nie słyszała o zwierzęciu, które by najpierw raniło człowieka, a potem siedziało i przyglądało się, jak ten umiera”.

Co jednak każe podejrzewać bohaterowi, że mordercą jego studentki, a jak się wkrótce okazuje także innych ofiar, nie jest zwierzę – a bardzo niebezpieczny, zwyrodniały człowiek? Otóż Theo jest nie tyle naukowcem, co naukowcem wybitnym, wręcz genialnym, choć przez wielu, i nie bez powodu, uznawanym za dziwaka. Zajmuje się bioinformatyką, czyli „połączeniem nauk biologicznych z metodami i narzędziami informatycznymi”. Jak mówi o sobie:

„Przyglądam się. Analizuję. Wysuwam przypuszczenia. Sprawdzam je. Jestem inteligentny, ale zawsze jakby trochę nieobecny”.

Jest trochę Sherlockiem Holmesem wyposażonym we wiedzę naukowca. I co najważniejsze, dedukuje, umiejscawiając pojedyncze fakty w szerszych systemach. Jako jedyny orientuje się, że wyjątkowa duża na terytorium Montany liczba osób, młodych dziewcząt, które zaginęły, nie jest przypadkowa… Zaczyna prowadzić prywatne śledztwo, nie tylko narażając się policji, ale przede wszystkim prawdziwej bestii.

Anrew Mayne, autor „Naturalisty” poza tym, że jest pisarzem, jest także iluzjonistą (współpracował z samym Davidem Copperfieldem), co musiało mieć wpływ na świetną konstrukcję powieści, budującą nastrój niepokoju, utrzymującą czytelnika w napięciu, podającą mu coraz to nowe wątki, ale jednocześnie nie nużącą. Podobnie ciekawe, nie przytłaczające, a urozmaicające fabułę, są elementy wiedzy naukowej. Sympatię budzi postać niekonwencjonalnego naukowca, który w pierwszoosobowej narracji opowiada o swoich mrożących krew w żyłach przygodach, ale też nie ucieka od humoru, a w zasadzie sporej dawki autoironii. Co najważniejsze jednak – ma w sobie błysk geniuszu, który pozwala mu zrozumieć i odgadnąć więcej niż inni. A takie przecież postaci kocha literatura.

Znacznie mniej przekonują portrety psychologiczne bohaterów, uwiarygodnienie motywów, które powodują ich postępowaniem. Każdy przecież chciałby wiedzieć, dlaczego Kuba Rozpruwacz stał się Kubą Rozpruwaczem. O człowieku – bestii mordującym przez wiele lat w lasach Montany dowiadujemy się oczywiście sporo, ale w moim przekonaniu niewystarczająco, żeby móc wyobrazić sobie, jak stał się pozbawionym najmniejszych skrupułów zwyrodnialcem. Ale co gorsze – mało wiarygodny wydaje się także rys psychologiczny głównego bohatera. Wątki z jego przeszłości nie domykają historii, mogą zasugerować związek z akcją powieści, lecz nie zostają pociągnięte. Dość nieprawdopodobnym jest fakt, że Theo angażuje się w sprawę właściwie przez przypadek i pod wpływem impulsu, powodowany jedynie ciekawością naukowca stawia na szalę wszystko – pracę, zdrowie i własne życie.

Gdybym miała zatem odpowiedzieć na pytanie, czy „Naturalista” Andrew Mayne to dobra książka, odpowiedziałabym, że nie powinna zawieść oczekiwań miłośników thrillerów. Spełnia bowiem najważniejsze wymogi swojego gatunku. Jest interesująca historia, jest tempo i element zaskoczenia, czyta się dobrze i nie bez przyjemności. Ja mam jednak poczucie niedosytu. W tym systemie (bo jestem przekonana, że i książkę Theo Cray uznałby za pewien system) zabrakło kilku elementów, by uznać go za doskonały.

Agata

Recenzja powstała przy współpracy z wydawnictwem W.A.B.

Andrew Mayne, „Naturalista”, przeł. Jacek Żuławik, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2018, ilość stron: 478.

Jedna myśl nt. „Andrew Mayne „Naturalista” – RECENZJA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *