C.D. Payene „Buntownicza młodość. Dziennik Nicka Twispa” – RECENZJA

Wyobraźcie sobie taką sytuację: wakacje (czy urlop – nazwijcie jak chcecie), słońce, szum morza (względnie plusk ryb w jeziorze), leżak, a obok na stoliku świeżo parzona kawa albo jeszcze lepiej: delikatne, różowe wino czy prosecco z kilkoma kostkami lodu. Pełen relaks. Jeszcze jednego elementu brakuje w tej niemal idealnej sytuacji – wiadomo! książki w dłoni. Jednak przyznajcie sami – to nie może być Dostojewski (z całym szacunkiem dla wielkiego mistrza). Nie może to być literatura zmuszająca do intelektualnego wysiłku (w końcu to wakacje: leżak, słońce, prosecco…). To musi być książka, która rozluźni, rozbawi, sprawi, że będziemy mieli ochotę sięgnąć po jeszcze jeden kieliszek zimnego napoju…

Oczywiście mogłabym Wam polecić jakąś sympatyczną powieść obyczajową albo romans. Zaryzykuję jednak i przy założeniu, że jesteście:

a) pełnoletni,

b) otwarci na czarny, absurdalny i mocno obsceniczny humor,

zaproponuję Wam książkę autorstwa amerykańskiego humorysty, C.D. Payene’a, popularnego także w Europie (chociażby w Czechach). Książkę, która, choć niedawno wydana w Polsce, niejednego recenzenta  oburzyła, zniesmaczyła (i pewnie jeszcze wielu oburzy i zniesmaczy), ale która – jestem tego pewna – znajdzie i u nas grono fanów!

A zatem – jesteście gotowi? Przed Państwem „Buntownicza młodość. Dziennik Nicka Twispa”.

Wielkie i apatyczne miasto Oakland, niedaleko San Francisco. Tytułowy bohater – Nick – to czternastolatek, stroniący od sportu, za to snobujący się na intelektualistę jedynak („jeśli nie liczyć starszej siostry Joanie, która opuściła łono rodziny, by zamieszkać w Los Angeles i roznosić żarcie na wysokości dziesięciu tysięcy metrów”), który – o czym uprzedza już  w pierwszym wpisie swojego dziennika – ma „świra na punkcie seksu”. Wokół tego zagadnienia toczy się też życie przyjaciela Nicka – Lewusa („skąd wzięła się ksywa Lewusa – jest przecież praworęczny”), jego ojca (gustującego w kobietach niewiele starszych od Nicka), a także matki, która po rozwodzie zawiązuje nowe znajomości z mężczyznami, bardzo nieudolnie przekonując syna o ich platonicznym charakterze. Nieszczególne kontakty z rodzicami, zajętymi swoimi partnerami bardziej niż Nickiem, nieustanne problemy ekonomiczne oraz fizjologiczne (nie dość, że pryszcze, to jeszcze przedwczesne łysienie) wskazywałyby na to, że wakacje naszego bohatera będą beznadziejne. Że nie przydarzy mu się nic ciekawszego od wizyt w bibliotece publicznej i spotkań z Lewusem (i wspólnego… powiedzmy, przeglądania egzemplarzy Penthouse’a i Playboy’a). Tymczasem zdarza się coś, co odmienia życie czternastolatka.

Wraz z matką i jej odrażającym chłopakiem, Jerrym, wyjeżdża na tydzień nad jezioro Clear Lake, gdzie zamieszkują w zatęchłej przyczepie kampingowej w kolorze ohydnej zieleni. Mało tego – szybko okazuje się, że cały kemping opanowany jest przez grupę religijnych fanatyków, a niewielka przestrzeń przyczepy nie pozwala nawet na odrobinę prywatności… Wszystko to jednak nie ma znaczenia, bo pojawia się ona. Szczupła i opalona, słodka i ponętna, piekielnie inteligentna – Sheeni. Nick zakochuje się bez pamięci, on też wydaje się jej nie być obojętny (choć cienieniem na to uczucie kładzie się znajomość Sheeni z wysportowanym poetą, niejakim Trentem). Wspólne wypady na plażę, spacery, pączki, intelektualne rozmowy, pocałunki… W imię miłości  (oraz zrzucenia z siebie piętna prawiczka) Nick jest gotowy do największych poświęceń. Nick staje się buntownikiem!

Kadr z adaptacji filmowej z 2009 r. (Michael Cera w roli głównej), źródło zdjęcia: https://www.cineman.pl/filmy/Filmy,Komedia,Romans/Grzeczny-i-grzeszny

Tak zaczyna się cała lawina wydarzeń – nieprawdopodobnych, szokujących, absolutnie obscenicznych. Pojawia się najbrzydszy pies świata, dochodzi do rzekomej próby gwałtu na nobliwej pani Clarkelson, do kompromitacji gustującego w chłopcach pastora Knuddlesdoppera i wielu znacznie poważniejszych w skutkach sytuacji. Powieść rozpędza się do granic możliwości, a właściwie nie! – znacznie te granice przekracza, bawiąc do łez. Nick ma niebywałą zdolność do popadania w kłopoty. Ach, te hormony!

Jedno jest pewne – biorąc do rąk „Buntowniczą młodość” trzeba mieć świadomość, że to książka utrzymana w pewnej konwencji: absurdalnego, czarnego humoru, pokazującego rzeczywistość w możliwie przejaskrawionej, prześmiewczej postaci. Trzeba być gotowym na niewybredne szyderstwo i rzecz jasna – trzeba odrzucić pruderię. W przeciwnym razie – książka wydać się może  prostacka. „Dziennik Nicka Twispa” to taki trochę „Sekretny dziennik Adriana Mole”. To kpina, przerysowanie i zabawa, przez którą przeziera szeroki kontekst społeczny. To przedstawienie w krzywym zwierciadle nie tylko amerykańskiej młodzieży końca ubiegłego stulecia (książkę wydano po raz pierwszy w 1993 toku), ale chyba w ogóle społeczeństwa. Kiedy ustanie śmiech wywołany abstrakcyjnym komizmem, warto zadumać się nad trudnościami wieku dojrzewania, rodzinnymi relacjami, systemem edukacji, konsumpcjonizmem życia…

Jesteście gotowi na taką lekturę? Zachęcam, ale jak widzicie również ostrzegam. Sama – o ile wydawca zdecyduje się na zaprezentowanie polskiemu czytelnikowi dalszych losów sympatycznego czternastolatka (C.D. Payene stworzył całą serię przygód Nicka Twispa) – bardzo chętnie spotkam się z nim ponownie (choć zazwyczaj sięgam po zupełnie odmienną literaturę). Mam tylko jedną poważną obiekcję. Otóż, jako zramolała matka, tak jak zastrzegałam na początku, wolałabym, żeby „Buntownicza młodość” trafiała w ręce czytelników pełnoletnich.

Agata

C.D. Payene „Buntownicza młodość. Dziennik Nicka Twispa”, przeł. Mirosław Śmigielski, Wydawnictwo Stara Szkoła, 2017.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Stara Szkoła!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *