Petra Dvořákova „Wrony” – kilka słów o książce

„Wrony” Petry Dvořákovej to kolejna książka od wydawnictwa Stara Szkoła, która wciska w fotel, nie pozwala przestać o sobie myśleć. Naprawdę wielka chwała wydawnictwu, że obok świetnych kryminałów i horrorów, także powieści przepełnionych humorem, po które tak chętnie sięgają czytelnicy, wydaje też pozycje trudne, poruszające ważne społeczne problemy, jak Ivony Březinovej „Mam na imię Alicja. Jestem narkomanką” i  „Krzycz po cichu, braciszku” (recenzje obu książek znajdziecie na blogu) czy wydana niedawno „Comedy queen” Jenny Jägerfeld .
 „Wrony” to niedługa opowieść – najkrócej rzecz ujmując – o przemocy domowej,  nieco dłużej zaś – o cierpieniu dziecka, rodzinnej niemocy, konfliktach i deficytach rodziców, którzy – jakże niesprawiedliwie – odpowiedzialną za nie czynią dwunastoletnią dziewczynkę. To także powieść o talencie i osobowości, która nie może rozwinąć skrzydeł. Wreszcie o systemie, który nie funkcjonuje prawidłowo, nie daje pomocy dziecku.

Książkę, choć o tak trudnej tematyce, czyta się jednym tchem. Być może dlatego, że jest napisana trochę jak dziennik wydarzeń z perspektywy dwóch osób – Basi i jej matki. Ta pierwszoosobowa narracja dwóch bohaterek czyni opowieść autentyczną, prosty język (język dziecka i naturalny, niemal potoczny język kobiety przepełnionej złymi emocjami) uderza czytelnika. Ich relacje zaś przeplatają – kontrastujące z nimi – krótkie opisy wrony, która zagnieździła się i założyła ptasią rodzinę w drzewie, obserwowanym z okna przez dziewczynkę.

Po lekturze „Wron” przyszła mi do głowy taka – zupełnie niekrytycznoliteracka – refleksja. Po co powstają takie książki, dlaczego wciąż podkreślamy, że są ważne? Przecież sama mam dzieci i czytając Dvořákovą myślałam sobie: „moje dzieci nigdy czegoś podobnego nie doświadczyły, ja nie jestem takim rodzicem”. A jeśli w moim domu nie ma podobnego problemu, to czy do mnie powinna być skierowana książka? Czy podobne publikacje czytają rodzice bijący, molestujący czy stosujący przemoc psychiczną rodzice? To oni powinni być odbiorcami, to im powinno się wytłumaczyć, co robią źle…

Otóż nie. „Wrony” powinny docierać wszędzie, gdzie się da, do młodszych i starszych, do dzieci i rodziców. Po to, by pokazywać perspektywę dziecka – ofiary, by kazać interweniować świadkom przemocy, nie zamykać oczu, nie zamiatać problemu pod dywan. A nam – tu zwracam się do rodziców – nie wolno tkwić w przekonaniu, że to nie nasz problem, nie problem naszej rodziny. Przecież nie stosujemy przemocy, kochamy, wspieramy itd. Relacja Basi pokazuje, jak zagubione jest dziecko obarczane problemami rodziców. Sytuacja dziewczynki – której matka, owładnięta obsesją czystości, nieszczęśliwa w relacji z mężem, niespełniona, rozgoryczona życiem, nie umie jej pokochać, docenić, prowokuje ojca, by ją bił – to sytuacja ekstremalna (choć mam świadomość, że podobne aż nazbyt często zdarzają się w realnym życiu). Mam jednak przekonanie, że przenoszenie własnych kłopotów, własnych braków na barki dziecka, które ich nie rozumie i nie umie udźwignąć – to jeden z największych grzechów rodziców. Nie tylko tych, których nazwalibyśmy patologicznymi.

Smutno mi po lekturze „Wron”, ale jednocześnie cieszę się, że ją przeczytałam.

Agata

Petra Dvořákova „Wrony”, tłum. Mirosław Śmigielski, Stara Szkoła 2020.

2 myśli w temacie “Petra Dvořákova „Wrony” – kilka słów o książce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *