Thomas Taylor „Malamander” – RECENZJA

„Jeśli niemożliwe jest gdzieś możliwe, to na pewno w Widmowym Porcie”.

Widmowy Port to miasteczko na pozór niczym niewyróżniające się spośród innych nadmorskich miejscowości. Plaża i muszelki o różnych kształtach, molo i krzyk mew, miejscowe legendy, o których lubią słuchać turyści, ale o których szybko później zapominają. Gorące promienie słoneczne, lody… Ach, to nie tak! Widmowy Port to miasteczko niewyróżniające się spośród innych nadmorskich miejscowości tylko latem.

„(…) spróbujcie tu przyjechać, kiedy nadciągną pierwsze zimowe sztormy (…) Kiedy morska mgła zakrada się na ulice niczym olbrzymie, upiorne macki, a słone i mokre od morskiej wody wiatry trzęsą oknami Hotelu Grand Nautilius. Niewiele osób odwiedza wtedy Widmowy Port. Nawet miejscowi trzymają się z dala od plaży, gdy zapadnie zmrok, a wichry owiewają Szczękowe Skały i wrak okrętu wojennego Lewiatan, w którym, jak twierdzą niektórzy, wciąż czai się obślizgły malamander”.

To którejś zimy właśnie w Widmowym Porcie nawiązuje się szczególna przyjaźń. I to jak się nawiązuje! Oto podczas śnieżycy przez okno w Hotelu Grand Nautilius, wprost do Biura Rzeczy Znalezionych, wpada dziewczyna w nędznym swetrze i wełnianej czapce z pomponem naciągniętej na burzę kręconych włosów. Ucieka przed budzącym postrach olbrzymim mężczyzną w długim marynarskim płaszczu. Herbie, dwunastoletni bystry chłopak prowadzący biuro, wbrew zdrowemu rozsądkowi postanawia jej pomóc. A może przeczuwa nadchodzącą wielką przygodę? W każdym razie nie tylko ukrywa Violet (tak ma na imię tajemnicza przybyszka), ale i podejmuje się ważnej misji – ma pomóc w odnalezieniu jej rodziców zaginionych przed laty w Widmowym Porcie.

Tak rozpoczyna się pasjonująca historia dwójki przyjaciół, historia pełna zaskakujących zwrotów wydarzeń i niebezpieczeństw. Poza dwójką protagonistów pojawi się w niej cała plejada ciekawych postaci, obdarzonych intrygującymi charakterami i posiadającymi własne tajemnice. W Widmowym Porcie nic bowiem nie jest takim, jakim może się pozornie wydawać. Miasteczko ma swoje legendy, a jego mieszkańcy też wiele ukrywają. Kto sprzyja Herbiemu i Violet, a kto okaże się wrogiem? I przede wszystkim – czy legendarny malamander istnieje naprawdę? Jaki ma to związek z zaginięciem rodziców dziewczyny?

Thomas Taylor, brytyjski autor i ilustrator (którego debiutanckim zawodowym sukcesem było narysowanie okładki do oryginalnej wersji pierwszego tomu serii o Harrym Potterze), zabiera swoich czytelników w niezwykłą literacką podróż. Stworzył opowieść w staroświeckim stylu, duchem przypominającą nieco powieści przygodowe Juliusza Verne’a. Elementy fantastyczne, przybierające tu postać legendarnych i dziwnych stworzeń, doskonale komponują się z wartką fabułą, magia uzupełnia przygodę. A jeśli pochwalę jeszcze sprawny język pisarza i jego pełny humoru styl – zrozumiecie już z pewnością, skąd moja entuzjastyczna recenzja. „Malamandra” czyta się jednym tchem, a to dopiero pierwsza część serii!

Na specjalną uwagę zasługuje fantastyczna okładka i ilustracje Toma Bootha (bardzo chciałabym zobaczyć je w wersji kolorowej, wydrukowane na papierze wyższej jakości).

Książkę polecam dzieciom i młodszej młodzieży (w przedziale wiekowym od około 8 do 12 lat), ale i wszystkim tym czytelnikom, którzy mają ochotę zanurzyć się w pełnym przygód, tajemnic i magii, fascynującym choć groźnym świecie powieści, nad którą unosi się duch klasycznej literatury przygodowej.

Agata

Thomas Taylor „Malamander”, seria: “Earie-on-Sea”, tom 1, tłum. Joanna Dziubińska, il. Tom Booth, Wydawnictwo Wilga, Warszawa 2021, ilość stron: 310.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Wilga

 

2 myśli w temacie “Thomas Taylor „Malamander” – RECENZJA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *