Alice Feeney „Czasami kłamię” – RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

„Problem z prawdą polega na tym, że jest okropna”.

„Czasami kłamię”, debiutancka powieść dziennikarki BBC, Alice Feeney, to thriller psychologiczny skonstruowany według kluczowych zasad swojego gatunku. Tajemnica, niepewność, napięcie – te uczucia towarzyszą czytelnikowi od pierwszych stron lektury. Autorka wciąga go w szaleńczą spiralę zdarzeń – tych „tu i teraz”, sprzed kilku dni i z odległej przeszłości. Zdaje się pytać: „Dlaczego tak się stało? Co jest prawdą? Kto jest rzeczywistym zagrożeniem?”. Myśl, czytelniku, myśl!  Liczy się czas…

A przecież czas dla głównej bohaterki powieści jakby się zatrzymał. „Utraciłam czas” – mówi – „Godziny tutaj sklejają się i trudno je rozerwać. Ludzie mówią o przemijaniu czasu, ale tu, w tym pokoju, stoi on w miejscu. Czołga się, zwleka i brudzi ściany umysłu błotem wspomnień, tak że nie widać, co jest przed albo za tobą. Zżera tych, których wymywa na obrzeża, i muszę odpłynąć, muszę dogonić siebie samą w nurcie strumienia”. Jest drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Amber Reynolds leży w szpitalnym łóżku pogrążona w śpiączce. Ciało jej zakrywa prześcieradło, pachnie obco, nie może otworzyć oczu, nie może się poruszyć, ale czuje ból, zmęczenie, strach… Żyje. Słyszy, co mówią ludzie znajdujący się w pobliżu, rozpoznaje zapachy. Świat zewnętrzny dociera do niej, ale ona jest zamknięta w swoim świecie.

Ten wewnętrzny świat bohaterki tylko z pozoru jest nieruchomy, tylko pozornie nic się w nim nie dzieje. Gdzieś pomiędzy jawą a snem, walcząc z otumanieniem, łapiąc głosy personelu medycznego i odwiedzających ją bliskich, Amber próbuje odkryć, co się wydarzyło, co przykuło ją do szpitalnego łóżka. Uległa wypadkowi, jednak ślady na jej ciele wskazują ewidentnie, że ktoś chciał jej zrobić krzywdę. A jeśli chciał doprowadzić ją do takiego stanu, tym bardziej może zrobić to teraz, kiedy jest świadoma, lecz zupełnie bezbronna! Kto mówi prawdę? Kto chciałby ją zniszczyć? Mąż Paul?  – w końcu jej już nie kocha. Siostra Claire? –  Amber widziała, że w ostatnio zbliża się zanadto do jej męża. A może ta trzecia osoba…?

Akcja powieści przenosi się na różne plany czasowe. Poza tym, co „Teraz” (tak zatytułowane są rozdziały odnoszące się do rzeczywistości szpitalnej i pogrążonej w śpiączce bohaterki), mamy też „Wtedy”. To retrospekcje w niedaleką przeszłość, opowiadające stopniowo o tym, co wydarzyło się przed samymi Świętami, co doprowadziło do obecnego stanu Amber. Mamy wreszcie i „Przedtem” – dzienniki niespełna jedenastoletniej dziewczynki, która coraz dotkliwiej odczuwa brak miłości ze strony rodziców i coraz bardziej zbliża się do nowopoznanej przyjaciółki i jej rodziny. Wszystkie te plany – rzecz jasna – przeplatają się, uzupełniają i nawzajem komplikują. Tropy, które odnajduje czytelnik, możliwe rozwiązania – okazują się fałszywe. Prawda jest o wiele bardziej pogmatwana. O ile jest w ogóle jakaś prawda.

Trzeba przyznać, że debiut Alice Feeney jest bardzo udany. Sięgając po „Czasami kłamię”, otrzymuje się dokładnie to, czego od literatury tego gatunku można oczekiwać (a niektórzy być może otrzymają nawet ciut więcej). Ciekawa jest postać głównej bohaterki, skomplikowanej psychologicznie, obarczonej jeszcze przed zapadnięciem w śpiączkę różnymi lękami i natręctwami, mającej zagadkowe dzieciństwo. Świetna jest konstrukcja powieści – choć wykorzystuje znane motywy (toksyczne relacje między siostrami, dziwna przyjaźń, porzucony kochanek z przeszłości, mąż podejrzewany o zdradę) – niebywale trzyma w napięciu i zaskakuje. Autorka bawi się  z czytelnikiem, nieustannie go zwodzi, utrzymując jednocześnie ciągły stan niepewności. Zostawia zagadki i wskazówki (a może celowo mylące znaki?) – już w tytule (który każe powątpiewać w szczerość opowieści bohaterki), w dedykacji („Dla mojego Daniela. I dla niej”) i w wielu elementach fabuły. Myśl, czytelniku, myśl! Skoro już wsiadłeś do tego pociągu, maszyna pędzi w nieznane w szalonym tempie i nie wysiądziesz – uwierz mi – przed stacją końcową.

Agata

Alice Feeney, „Czasami kłamię”, tłum. Agnieszka Walulik, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017, liczba stron: 400.

Ocena (oczywiście subiektywna): 7/10.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.!

&nbsp

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *