A. J. Finn „Kobieta w oknie” – RECENZJA

Dzisiaj Dzień Kobiet – z tej okazji opowiedzieć chcemy Wam o jednej z głośniejszych premier tej zimy – o thrillerze psychologicznym „Kobieta w oknie” A. J. Finna. Trochę to przewrotne z naszej strony, bo kobiecość, jaka została tutaj sportretowana, daleka jest od stereotypów. Główna bohaterka powieści, doktor Anna Fox, cierpi na agorafobię i od miesięcy nie wychodzi z domu. Dni spędza na oglądaniu starych filmów, siedzeniu w Internecie, bądź podglądaniu sąsiadów. Nie stroni też od alkoholu. To portret trapionej neurozami kobiety, zapominającej tygodniami o prysznicu, majaczącej w pijanym zwidzie. Ale kto wie, czy na tle obserwowanych z ukrycia sąsiadek, to właśnie ona – paradoksalnie – ostatecznie nie okaże się postacią najbardziej pozytywną i „normalną” w tym wszystkim…

Anna Fox jest psychologiem dziecięcym, nie praktykuje jednak od blisko roku. Dramatyczne wydarzenia z przeszłości wywołały u niej agorafobię. To schorzenie nerwicowe polega na tym, że chory boi się otwartych przestrzeni, miejsc publicznych, a właściwie wszystkiego, co wiąże się z przebywaniem poza własnym domem. Gdy tylko Anna podejmuje próbę opuszczenia domu, kończy się to atakiem paniki, a nawet utratą przytomności. Przyznać trzeba jednak, że dom ma wspaniały i bardzo komfortowo urządzony, mieszka bowiem w trzypiętrowym, „pieczołowicie odrestaurowanym dziewiętnastowiecznym klejnocie Harlemu”. Ma do dyspozycji sporo przestrzeni, którą zamieszkuje z kotem, Pucem i lokatorem, podnajmującym suterenę, Davidem. Mąż i dziecko – Olivia – są obecni w jej życiu we wspomnieniach i rzadkich rozmowach telefonicznych.

Doktor Fox ma jednak dzień wypełniony wydawałoby się po brzegi. Grywa w szachy w Internecie, uczy się też języka francuskiego on-line, pomaga osobom o różnych zaburzeniach na forum Agora, ogląda stare filmy, ale przede wszystkim obserwuje sąsiadów. Być może daje jej to namiastkę uczestniczenia w prawdziwym życiu, choćby i cudzym, bo jej jest właściwie zupełną fasadą. Z ukrycia podgląda mniejsze i większe grzeszki, aż w końcu jest świadkiem czegoś, czego naprawdę nie powinna była zobaczyć. W jednej z obserwowanych rodzin dochodzi do brutalnego morderstwa, którego Anna jest naocznym świadkiem. Ale czy aby na pewno? Przecież tego dnia – jak zwykle zresztą, popiła silne leki alkoholem, cierpi od miesięcy na szereg zaburzeń, nic dziwnego, że nikt jej nie wierzy. W końcu ona sama też zaczyna wątpić, czy „wie, co widziała”…

A. J. Finn w swojej debiutanckiej powieści wykorzystuje sprawdzony już wielokrotnie w literaturze czy w filmie motyw przypadkowego podejrzenia zbrodni, przez osobę regularnie – choć z różnych powodów – obserwującą z ukrycia życie innych ludzi. Wystarczy wspomnieć chociażby genialne „Okno na podwórze” Alfreda Hitchcoka czy hit ostatnich lat – „Dziewczynę z pociągu” Pauli Hawkins, do którego zresztą „Kobieta w oknie” bardzo często jest porównywana. Finn niespecjalnie swoje inspiracje ukrywa, jego bohaterka pasjonuje się przecież klasyką kina i filmami noir, co tylko pogłębia wrażenie, że wszystko co widziała być może naprawdę jest ułudą, zaledwie projekcją jednego z filmów, które wciąż i wciąż ogląda.

Sądzę – mówi – że wszystko to: świetny merlot, który pani piła, leki, które pani brała, i film, który pani oglądała, wprawiło panią w taki nastrój, że zobaczyła pani coś, co tak naprawdę się nie zdarzyło.

Wpatruję się w niego.

Milczy i mruga.

– Myśli pan, ż wyobraziłam to sobie? – pytam napiętym głosem.

Kręci wielką głową.

– Nie, proszę pani. Wydaje mi się tylko, że nadmiar bodźców odrobinę zniekształcił pani osąd.

A jednak, chociaż główny motyw fabularny jest oczywisty od samego początku, autorowi udaje się to, co w thrillerze najważniejsze – utrzymanie czytelnika w napięciu i zupełne zaskoczenie w finale powieści. Dokłada do tego bardzo ciekawy portret kobiety uwięzionej w domu, ale i we własnym umyśle. Tworzy mocno klaustrofobiczną rzeczywistość, która początkowo może nieco męczyć, ale kiedy akcja  wreszcie nabiera tempa, wydarzenia zaczynają się toczyć bardzo szybko i naprawdę trudno się od tej książki oderwać. Czy można zatem chcieć więcej od thrillera psychologicznego? Jeśli takie lubicie, to po „Kobietę w oknie” sięgnąć powinniście koniecznie.

Na koniec wspomnieć muszę o samym autorze, bo moim zdaniem to bardzo interesująca postać.  W końcu nieczęsto się zdarza, żeby debiutujący powieściopisarz trafił na pierwsze miejsce listy bestsellerów „New York Timesa” w pierwszym tygodniu sprzedaży, a prawa do książki sprzedane zostały do ponad 40 krajów na całym świecie. I wreszcie nie każdy thriller zasługuje na miano „nieodkładanego”, a tak właśnie określił go sam Stephen King. Tajemnica sukcesu Daniela Mallory’ego (bo tak naprawdę nazywa się autor) tkwi po części w jego wielkim obyciu w świecie zbrodni i suspensu. Przez lata zajmował się bowiem zawodowo tym gatunkiem powieści,  jako redaktor w amerykańskim wydawnictwie William Morrow. Przez jego ręce przeszły dziesiątki, jak nie setki poczytnych tytułów. Nic zatem dziwnego, że w końcu zakiełkował w nim pomysł na własną historię. Zdecydował się na ukrycie się pod pseudonimem literackim, w którym inicjały pochodzą od imienia i nazwiska jego kuzynki, a Finn to jeden z rodzinnych czworonogów. Morrow także i tutaj wykorzystał swoje doświadczenie wydawnicze – pseudonim jest na tyle neutralny, że nie wiadomo, czy książkę napisała kobieta czy mężczyzna, co ponoć pomóc miało w zainteresowaniu tytułem czytelniczek, potencjalnie preferujących, żeby o kobiecie pisała kobieta. Sprytne, prawda?

Ola

A. J. Finn, „Kobieta w oknie”, przekład J. Żuławnik, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2018, ilość stron: 413.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *