Nora Roberts, „Kroniki tej Jedynej: Początek” i „Z krwi i kości” – recenzja pierwszych dwóch tomów trylogii

Dzisiaj mamy dla Was nietypową, bo podwójną recenzję książek jednej z naszych ulubionych autorek, Nory Roberts. Jakoś przegapiłam wydanie pierwszego tomu cyklu „Kroniki tej jedynej”, niedawno ukazał się drugi z serii, a dzięki uprzejmości wydawnictwa Edipresse Książki mogłam się zapoznać z dwoma na raz, co ma swoją zaletę. Nie trzeba było czekać z wypiekami na kolejny tom. Chociaż… jeszcze będzie przecież trzeci! 🙂 Muszę się też przyznać, że nie znałam za dobrze książek Roberts z gatunku fantasyki, było to dla mnie duże zaskoczenie. Do tego pierwszy tom okazał się dość przerażający. To druga niespodzianka. Ta nowa (przynajmniej dla mnie) odsłona autorki okazała się jednak bardzo intrygująca!

Uwaga – ponieważ treść dotyczy obu tomów, to chcąc nie chcą muszę zdradzić pewne fakty z drugiego tomu, jeśli macie chęć sięgnięcia po cykl, omińcie fragmenty dotyczące „Z krwi i kości”!

„Z jedną kroplą krwi stary świat znika na zawsze. A w jego miejsce powstaje coś nadzwyczajnego…”

Gdzieś na szkockich pustkowiach grupa przyjaciół świętuje zakończenie roku, zbliża się Sylwester. Ross MacLeod bierze udział w polowaniu i zabija bażanta. Nie ma jednak pojęcia, że upadł on w nieprzypadkowym miejscu, w pewnym pradawnym kamiennym kręgu, gdzie od setek lat czekało utajone zło. Nie wie też, że będzie tzw. pacjentem zero. To od tego strzału i od niego rozpocznie się epidemia, która w kilka tygodni zdziesiątkuje całą ludzkość. Za chwilę poleci do domu, do Nowego Jorku, rozsiewając wirusa po całym świecie. Apokalipsa, bo tak trzeba nazwać to co się wydarzy, przyniesie narodziny nowego świata. W wielu ludziach, tzw. Niesamowitych, obudzą się moce, o jakich posiadanie siebie nie podejrzewali.  Jak to zwykle bywa, jedni opowiedzą się po stronie dobra, ale inni wybiorą mroczną stronę. Natychmiast ujawnią się też samozwańczy dowódcy i zwykli psychopaci, kochający polowanie. W tym wypadku na ludzi.

Garstka ocalonych, w tym Lana i Max, będą próbowali stawić opór pochłaniającej świat katastrofie. Budowanie nowego porządku na zgliszczach starego będzie jednak bardzo trudne, szczególnie że wszędzie dookoła czaić się będzie groza.

Drugi tom cyklu przedstawia świat, a raczej to, co z niego zostało, trzynaście lat po pandemii, która zabiła miliardy istnień ludzkich. Główną bohaterką powieści jest Fallon Swift, córka Lany i Maxa. To jeszcze dziecko, należące do gatunku Niesamowitych. Jest ona jednak bardziej wyjątkowa niż ci, którzy władają magią, potrafią latać, czy czytać w myślach. Wszystko wskazuje na to, że Fallon, poczęta w momencie, kiedy rozpoczęła się apokalipsa, ma niezwykle ważne zadanie do wykonania. To ona może przeważyć szalę w nadchodzącej wojnie z siłami zła, najpierw jednak musi przejść intensywne szkolenie. Ciężar, który położono na jej barkach, jest ogromny, a ma dopiero kilkanaście lat. Jednak jeśli zawiedzie, świat czeka ostateczna zagłada.

Nora Roberts przyzwyczaiła czytelnika do sprawnie napisanych kryminałów, z ognistym romansem w tle. W „Kronikach tej jedynej” czeka na wielu duże zaskoczenie. Po pierwsze za sprawą tematyki. Autorka – szczególnie w pierwszym tomie – rysuje bardzo sugestywny obraz świata ogarniętego apokalipsą. Mroczne obrazy epidemii, tysiące zarażonych i umierających w błyskawicznym tempie chorych na wirusa, na którego nie ma żadnego lekarstwa, a śmiertelność wynosi 100%, chaos i anarchia, zniszczenie i śmierć. Roberts wprowadza też liczne elementy z literatury fantastycznej, wraz z tajemniczą chorobą na świecie aktywuje się magia, obdarzeni jej darem wykazują różne zdolności. Przy okazji jednak okazuje się, że nawet kiedy ludzkość stoi na skraju przepaści, rodzą się uprzedzenia, lęk i frustracja, co bardzo szybko, zwłaszcza w tak szczególnych okolicznościach, przeradza się w nienawiść. W czasie, gdy jedni walczą o przetrwanie świata, inni organizują zbrojne oddziały, których jedynym celem jest polowanie na ocalałych.

Pojawiali się nocą, wraz z narastającą ciemnością. Samozwańczy Najeźdźcy. Lana zastanawiała się, czy można było ich jakoś inaczej nazwać. Wyrastali znikąd niczym wściekłe wilki, napadające stadami i przemieszczali się na ryczących motocyklach. Strzelali, rzucali w okna kamieniami lub bombami zapalającymi. Niszczyli, palili, śmiali się w głos.

Poprzedniej nocy obudzona przez krzyki, zaryzykowała i wyjrzała przez okno. Zobaczyła bandę Najeźdźców stojących prawie na progu ich budynku. Dwóch się kłóciło, zaczęło ze sobą walczyć, wyciągnęli noże, podczas gdy reszta otoczyła ich i wznosiła gromkie okrzyki na widok krwi. Porzucili wykrwawiającego się przegranego na ulicy – ale uprzednio go skopali, a ktoś nawet po nim skakał.

„Początek” jest książką, która naprawdę może przerazić, ja przynajmniej czytałam ją na raty. Muszę jednak przyznać, że Roberts, jak zwykle zresztą, bardzo umiejętnie wciąga czytelnika w przedstawiony świat i trudno się później, nawet jeśli jest on przerażający, od niego oderwać. Kiedy zaś minie pierwsze zaskoczenie lektura daje wiele przyjemności. Drugi tom, „Z krwi i kości”, w całości poświęcony jest natomiast nastoletniej Fallon, autorka poświęca wiele uwagi jej przygotowaniom do przyszłej wojny i przywództwa, w tle zaś umieszcza obraz świata po katastrofie. Są w nim małe, nieźle sobie radzące społeczności, wielkie miasta nadal targane walkami różnych grup, skupiska Niesamowitych, uzbrojone po zęby grupy opętanych nienawiścią Najeźdźców i fanatycy religijni. Nie ma tu też za wiele romantycznych scen, uwaga Nory Roberts wyraźnie skupiona jest na warstwie obyczajowej i tematyce społecznej, powieść w ogóle trudno jednoznacznie zakwalifikować do jakiegoś gatunku.

Jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób zakończona zostanie ta trylogia. Pierwsze dwa tomy są bardzo obiecujące, mnie się ta odsłona Roberts spodobała. Jeśli interesuje Was taka tematyka, sięgnijcie koniecznie.

Ola

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Edipresse Książki.

Nora Roberts, „Kroniki tej jedynej. Początek”, przełożyła Magdalena Rabsztyn – Anioł, Wydawnictwo Edipresse Książki, Warszawa 2018, ilość stron: 448.

Nora Roberts, „Kroniki tej jedynej. Z krwi i kości”, przełożyła Magdalena Rabsztyn – Anioł, Wydawnictwo Edipresse Książki, Warszawa 2019, ilość stron: 480.

 

2 thoughts on “Nora Roberts, „Kroniki tej Jedynej: Początek” i „Z krwi i kości” – recenzja pierwszych dwóch tomów trylogii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *