Anne B. Ragde „Córka”, Saga rodziny Neshov, tom 6 – RECENZJA

Uwaga! W tekście znajdują się informacje dotyczące wydarzeń z poprzednich tomów serii. Tych, którzy dotąd jej nie czytali, po pierwsze gorąco do tego zachęcam (bo jest rewelacyjna), po drugie odsyłam do recenzji pierwszego tomu, którą znajdziecie TUTAJ.

„Córka” Anny B. Ragde to szósty i ostatni tom „Sagi rodziny Neshov”, norweskiej opowieści o zagmatwanych rodzinnych losach, trudnych relacjach i niepowtarzalnych bohaterach, głęboko osadzonej w realiach codziennego życia. Nie po raz pierwszy wprawdzie autorka zapowiada zwieńczenie swojego wielotomowego dzieła (już tom czwarty, a potem piaty były niespodziankami). Tym razem jednak oddała w ręce miłośników sagi powieść, która na pewno ich nie zawiedzie, raczej usatysfakcjonuje zakończeniem i być może (choć będzie to rzecz jasna trudne) pozwoli pożegnać się z rodziną Neshov. Książka wspaniale spaja bowiem wszystkie wątki tej wielopokoleniowej historii, zamyka je pewną kompozycyjną klamrą i daje czytelnikom to, czego oczekują, nawet wówczas, gdy czytają o rodzinnych dramatach, cierpieniach, czasem małych trzęsieniach ziemi. Daje otuchę.

Powieść, na co wskazuje już sam tytuł, koncentruje się na dziedziczce rodu, Torunn. Określenia „dziedzictwo” i „ród” mogą brzmieć dość patetycznie. Tymczasem czytelnicy serii wiedzą, że Neshov to pozornie niczym niewyróżniająca się, pochodząca ze wsi rodzina (choć, jak to we wielu takich zwyczajnych rodzinach bywa, skrywająca swoje tajemnice). Odziedziczony zaś przez kobietę majątek to stare, podupadłe gospodarstwo, które po śmierci ojca próbuje uczynić swoim domem. Drugie jej dziedzictwo to biuro pogrzebowe, prowadzone dotąd przez wuja, Margido. Torunn stoi zatem przed całkiem nowymi okolicznościami i musi im podołać. Nie ma już przy niej Margido,  który nieoczekiwanie stał się jej bardzo bliski. Za sobą ma zaś wiele trudnych przeżyć, począwszy od poznania członków rodziny, poprzez nagłe odejście i ojca, i wuja, nieudany związek i poronienie… Czuje jednak, że ziemia i dom Neshov mogą być jej miejscem na ziemi, że biorąc odpowiedzialność za to miejsce, ma szansę wziąć odpowiedzialność za siebie samą, skończyć z ucieczkami. Stawia ufundowany przez dziadka nowy maszt, na którym w dniach świątecznych ma zawsze zgodnie z przepisami powiewać flaga. Chce także przyjąć nazwisko Neshov, co niestety spotyka się z niemal histeryczną reakcją jej matki. Co więcej, na jesienne ferie do gospodarstwa ma przybyć Erlend wraz z całą swoją dużą rodziną, a jej relacje z tym ekscentrycznym wujem także nie układały się dotąd idealnie. Czy Torunn upora się z przeszłością? Czy podoła nowym wyzwaniom? A może otworzy się na nowe uczucie?

Ostatni tom serii jest przede wszystkim opowieścią o kobiecie, która walczy o siebie, o swoją tożsamość i swoje miejsce w świecie. Gospodarstwo, przeprowadzane w nim prace remontowe, dostosowywanie go do swoich potrzeb, nowa pasja dekoratorska – wszystko to ma służyć uporządkowaniu jej życia, nadaniu mu sensu. Jak wówczas gdy stworzyła nową, luksusową łazienkę:

Jeszcze tego samego wieczora płakała histerycznie, leżąc w nowej wannie z porozstawianymi dookoła palącymi się świeczkami, płakała bez końca, czując pustkę na myśl, że cały ten wielki projekt dobiegł końca, niemal zbyt szybko, i nie wiedząc, co jeszcze może zrobić, by znaleźć ulgę w swoim cierpieniu, mogła tylko zapaść w sen, a potem stawić czoła kolejnemu porankowi, kolejnemu dniowi, nowym obowiązkom i zadaniom, życiu, życiu i jeszcze raz życiu. Ciągle miała przed sobą to pieprzone życie, które trzeba było jakoś przeżyć.

Drugą ważną postacią ostatniej części sagi jest staruszek Tormod, którego Torunn nazywa dziadkiem (choć w rzeczywistości jest starszym bratem jej ojca). Radge z dużą czułością i delikatnością opowiada o schyłku jego pełnego cierpień i upokorzeń życia. O spokoju, którego zaznał dopiero w domu opieki, o radościach, które czerpie z codziennych przyjemności i udogodnień dla innych będących czymś zupełnie oczywistym, jak własna lodówka, czysta łazienka, smaczne posiłki czy możliwość oddawania się ulubionej lekturze.

Autorka, o czym nieraz przekonywałam wielokrotnie pisząc o jej prozie,  jest mistrzynią opisywania codzienności właśnie z perspektywy małych rzeczy. W równym stopniu skupia uwagę na detalach, szczegółowo przedstawiając działania swoich bohaterów, posiłki, zakupy, rozmowy, jak i na ich emocjach, rozterkach, wewnętrznych przeżyciach. Dzięki temu buduje pełny, namacalny obraz świata, w który tak łatwo jest wejść czytelnikowi. Jej opowieść, tak bardzo norweska (bo oddająca tamtejsze realia i mentalność ludzi), jest równocześnie opowieścią uniwersalną.

I wreszcie – muszę to powiedzieć – Anne B. Radge po prostu pięknie zamknęła „Sagę rodziny Neshov”.

Agata

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Smak Słowa.

Anne B. Ragde „Córka”, Saga rodziny Neshow, tom 6, przeł. Ewa M. Bilińska, Karolina Drozdowska, Smak Słowa, Sopot 2020, ilość stron: 338.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *