Ulf Stark, „Mój przyjaciel Percy, Buffalo Bill i ja” – RECENZJA

„Na niektóre dni czeka się bardziej niż na inne”. Na ostatni dzień szkoły Ulf Stark czekał prawie cały rok. Myślami był już na wyspie Möja, gdzie mieszkali jego dziadkowie i gdzie co roku spędzał wakacje. Oczyma wyobraźni widział spienione morskie fale, w których tak przyjemnie jest zanurkować, widział swojego grubego, zgryźliwego i wiecznie rozzłoszczonego dziadka, Klassego – najlepszego wakacyjnego kumpla i Pię – dziewczynę, której serce tak bardzo pragnął zdobyć… Tyle że w tym roku Ulfowi towarzyszyć ma Percy. Najlepszy przyjaciel, „brat krwi”, właściwie wymógł wspólne spędzenie wakacji. A przecież Möja to dla Ulfa taki trochę inny świat – ma tam innych przyjaciół, inne zajęcia, ma nawet szansę być kimś nieco innym. Czy przyjaciel tego nie zepsuje? Kim zainteresuje się Pia? I czy postanowienie Percy’ego, by spróbować wszystkiego, co robi się na wyspie, obu chłopcom nie przysporzy kłopotów?

„Mój przyjaciel Percy, Buffalo Bill i ja” to trzeci i ostatni tom „Trylogii o Stureby” opartej na wspomnieniach z dzieciństwa szwedzkiego pisarza, Ulfa Starka. Poszczególnych tomów nie trzeba czytać chronologicznie, czego jestem zresztą najlepszym dowodem. Dla mnie to bowiem pierwsze (choć jestem pewna, że nie ostatnie!) spotkanie z Ulfem. Zachwyciła mnie ta pełna przygód, bezpretensjonalna opowieść o dzieciństwie, które choć wspaniałe, nie jest pozbawione smutków, by nie powiedzieć dramatów. Rzadko w literaturze dziecięcej pojawiają się powieści przygodowe, które porywają młodych czytelników dzięki interesującej fabule, zaskakują humorem, a przy tym wzruszają dzięki głębokim, ważnym dla dziecka treściom. Tak dzieje się zaś podczas lektury tej książki (a wiem to na pewno, czytałam ją wraz z moim siedmioletnim synkiem).

„Mój przyjaciel Percy…” to historia rzeczywiście obfitująca w przygody  – takie, które przytrafić się mogą chyba tylko podczas wakacji, kiedy nie jest się obciążonym szkolną rutyną, chce się spróbować wszystkiego, a do głowy przychodzą najodważniejsze pomysły. Chłopcy popalają papierosy, Ulf i Klasse kolekcjonują chrabąszcze (a dzięki genialnemu pomysłowi Percy’ego jednego nawet… ach, musicie sami przeczytać), podglądają nudystów, budują domek z widokiem na morze i w nim nocują, ba!, podejmują nawet próbę ujeżdżenia dzikiego konia! Słowem dzieje się bardzo dużo. Ale sporo dzieje się także w sferze emocji bohaterów. Obecność Percy’ego na wyspie dużo wnosi, lecz i jest przyczyną trosk Ulfa. Przyjaciel staje się dla niego w pewnym sensie konkurencją. Koledzy podziwiają jego pomysłowość i odwagę. Dziadek, który co tu dużo mówić, po prostu nie lubi dzieci, też jest zauroczony przybyszem. A Pia zdaje się zabiegać o jego względy. Ulf nie dość, że przekonuje się, jakim cierpieniem może być miłość, to jeszcze poznaje cienie przyjaźni.

Romantyczny temat świetnie uzupełnia wątek miłości dziadka i babci Ulfa. To niespotykany w literaturze dziecięcej obraz dziadków, którzy nie są przedstawieni jako dobrotliwi staruszkowie zatroskani o swoje wnuczęta, ale jako ciekawe i skomplikowane osobowości. Okazuje się, że zgryźliwość i wieczne niezadowolenie dziadka jest wynikiem nieodwzajemnionej miłości do nieco introwertycznej, pięknej babci (to z miłości do niej dziadek stał się Buffalo Billem!). Jak rozwinie się ta historia? Oczywiście zdradzić nie mogę, ewentualnie tylko tyle, że mi samej zaszkliły się oczy… Dość tu powiedzieć, że czytelnika powieści czeka niemało wzruszeń.

Niemało jest też humoru – często prostolinijnego (bo chociażby pierdzenia dziadka do wyszukanych żartów zaliczyć nie można). Ale taka jest też ta książka – opowiada o wydarzeniach i emocjach w sposób niezawiły, wprost, nie unika trudnych tematów, nie ma tabu. Można by powiedzieć, że to taki sposób obrazowania świata charakterystyczny dla literatury skandynawskiej, traktującej dziecięcych czytelników bardzo poważnie, dostarczając im tego, czego oczekują – i zabawy, i wiedzy o świecie takim, jaki on jest.

„Mój przyjaciel Percy…” to doskonała pozycja i dla chłopców, i dla dziewczynek (kto powiedział, że dziewczynki nie uwielbiają łobuzerskich, zwariowanych powieści?), w wieku około 9+, ale tylko „około”. Jestem przekonana, że o perypetiach Ulfa przeczytają z przyjemnością i znacznie starsi czytelnicy, i można je czytać także młodszym.

Agata

Ulf Stark, „Mój przyjaciel Percy, Buffalo Bill i ja”, przeł. Katarzyna Skalska, ilustrowała Magdalena Kucharska, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2020, ilość stron: 241.

1 myśl w temacie “Ulf Stark, „Mój przyjaciel Percy, Buffalo Bill i ja” – RECENZJA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *