Stephen King, „Baśniowa opowieść” – RECENZJA

Little Rumple to małe, niczym niewyróżniające się miasteczko w stanie Illinois. Mieszka tu Charlie Reade, nastolatek, którego życie wypełnia szkoła, treningi sportowe, spotkania z przyjaciółmi. Dzieciak, jakich wiele. Tu także ma miejsce przełomowe dla chłopca wydarzenie, a właściwie cały splot wydarzeń, bardzo smutnych, tragicznych wręcz, ale znowu nienadzwyczajnych. Oto pod kołami ciężarówki na moście przy ulicy Jaworowej ginie matka Charliego, a jego załamany ojciec pogrąża się w alkoholizmie, by wreszcie doprowadzić i siebie, i syna na skraj przepaści. Pozostawiony sam sobie chłopiec rozrabia, ojciec nie ma pracy, grozi im pozbawienie dachu nad głową. Jest coraz gorzej. Ale to wszak nie powieść obyczajowa (no, może tylko w pewnej części), to „baśniowa opowieść”. Tu zwyczajność jest tylko pozorem. W baśniach biedny szewczyk czy rybak, zwykły chłopiec okazuje się bohaterem. Nasz bohater, Charlie, pogrążony w rozpaczy zwraca wreszcie oczy ku górze, do Boga?, siły wyższej?, prosi o ratunek i obiecuje, że jeśli go dostanie, zrobi wszystko, by się odwdzięczyć. I staje się – ojciec przestaje pić, życie obu powoli wraca na właściwe tory, a Charlie rzeczywiście próbuje spłacić zaciągnięty dług, angażując się w rozmaite akcje społeczne. Powiecie, że nadal nie ma tej historii nic szczególnego, baśniowego. Cóż, to zaledwie początek opowieści.

W życiu Charliego następuje kolejny przełom, gdy ujadanie psa zwabia go do położonego na szczycie wzgórza starego domu, przypominającego ten z „Psychozy” Hitchcocka. Jego właściciel, starszy, nieprzyjazny ludziom odludek, spadł z drabiny i paskudnie się połamał, a szczekającym psem okazuje się suka Radar, niegdyś budząca grozę wśród dzieci, obecnie już stara i zniedołężniała. Charlie czuje, że to jego szansa na zrewanżowanie się za odmianę losu. Nie tylko wzywa pogotowie, ale i obiecuje przykutemu na długi czas do szpitalnego łóżka  mężczyźnie, że zaopiekuje się jego domem i psem. Z czasem stają się przyjaciółmi, a Howard Bowditch powierza siedemnastoletniemu już wówczas chłopakowi tajemnicę swojego życia. W szopie za domem znajduje się… Zdradzę co, bo przeczytacie o tym i we wszystkich opisach książki, i na okładce, i właściwie bez tej wiedzy trudno cokolwiek więcej o „Baśniowej opowieści” powiedzieć. Zatem w szopie znajduje się przejście do innej rzeczywistości, do krainy zwanej Empis. Charlie uda się tam, by powrócić siły umierającej Radar. Zostanie jednak na dłużej, by spróbować ten niezwykły świat ocalić, a może i przy okazji ocalić ten świat, który zna od urodzenia.

Stephen King, bodaj najpopularniejszy współcześnie twórca horrorów, w najnowszej powieści powraca do innego gatunku – fantasy (który eksploatował choćby w cyklu „Mroczna Wieża”). I to jak powraca! Nie mają racji Ci, którzy krytykują autora za nadmierne gadulstwo i rozciąganie fabuły. Drogie czytelniczki i drodzy czytelnicy, kochający epickie opowieści, po siedmiuset stronach „Baśniowej opowieści” będziecie odczuwali niedosyt i smutek, że to już koniec. Wydaje się, że King pisząc (notabene w okresie pandemii) tę książkę, wyciągnął wszystkie asy z rękawa. Świetnie rozwinął więc wątek obyczajowy, historię syna i ojca, ich problemów i relacji, osadzając akcję (nie pierwszy przecież raz) w małym amerykańskim miasteczku.  Brawurowo rozwinął warstwę fantastyczno-przygodową, zbudował fabułę pełną zwrotów akcji, ale i bardzo sugestywny świat przedstawiony nieprzypominający lukrowanej bajki rodem z produkcji Disney’a, a pełną mroku, brutalną baśń, której bliżej do wczesnych, niecenzurowanych wersji „Baśni braci Grimm”.

Powieść przepełniona jest odwołaniami do grimmowskich opowieści, do „Czerwonego Kapturka”, „Jasia i magicznej fasoli”, „Gęsiareczki”, „Rumpelsztyka” i wielu innych, ale nie tylko do nich. „Baśniowa opowieść” to książka intertekstualna. Mistrz King (co  tak w jego twórczości uwielbiamy) bawi się, właściwie żongluje motywami, postaciami, nawiązaniami do świata kultury: mitów i baśni, klasycznej literatury dla dzieci (jak „Czarnoksiężnik z Krainy Oz” czy „Niekończąca się opowieść” ), literatury grozy z H.P. Lovercraftem  na czele (któremu autor zadedykował powieść), a także do filmów i seriali. Tytuły, które przychodzą na myśl podczas lektury „Baśniowej opowieści” bądź które są po prostu przywoływane przez narratora Charliego, można mnożyć  – „Drakula”, „Igrzyska śmierci”, „Gwiezdne wojny”, „Stranger things”… Tak, jeśli zechcecie czytać powieść na tym poziomie, dostaniecie naprawdę wiele czytelniczej radości.

Jak przystało na pisarza klasy Kinga, zbudowanie fabuły wokół znanych kulturowych lejtmotiwów, nie oznacza wszakże, że jest to fabuła nieoryginalna. Wręcz przeciwnie, choć czytając nawet nie można, a ma się wrażenie, że to wszystko prawie już było, całość jest porywająca, we wielu momentach zaskakująca i na swój sposób świeża. Jest też bardzo kingowska. Pisarz nie ucieka od charakterystycznego dla siebie gawędziarstwa, dzięki czemu wykreowany przez niego świat przedstawiony i postaci, nawet jeśli fantastyczne, są bardzo wiarygodne. Bez wątpienia można szukać tu też wielu komentarzy do współczesnej rzeczywistości. Zwolennicy naprawdę mocnych horrorów Kinga, jak choćby wbijającego w fotel „To”, mogą być rzecz jasna rozczarowani oczywistą baśniową konwencją. Ale „Baśniowa opowieść” to nie opowiastka dla dzieci! Pomimo że odwołuje się do wielu baśni, we wielu aspektach jest jej daleka. Choćby obrazowanie baśniowego Empis – szarej, przerażającej krainy zamieszkałej przez okrutnie zdeformowanych ludzi, księżniczkę z brzydka blizną zamiast ust, opętane złem postaci rozkoszujące się wyrafinowanym zadawaniem cierpienia i bólu – bliższe jest raczej powieści grozy czy horrorowi. Klasyczna walka dobra ze złem ma w „Baśniowej opowieści” nieco inny wymiar, bo nie wszystko jest tu czarno-białe. Większość ważniejszych postaci, zwłaszcza tych stojących po dobrej stronie mocy, nie jest jednoznaczna. Nawet Charlie, ten dobry chłopiec, który staje się bohaterskim księciem, nosi w sobie mrok.

Bierzcie zatem do ręki nowego Kinga i czytajcie. A jeśli brakuje wam czasu na czytanie – słuchajcie. Gorąco polecam także audiobook z Maciejem Kowalikiem w roli lektora.

Agata

Stephen King, „Baśniowa opowieść”, tłum. Janusz Ochab, Albatros, Warszawa 2022, liczba stron: 704.


2 komentarze do “Stephen King, „Baśniowa opowieść” – RECENZJA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.