Katarzyna Berenika Miszczuk, „Żerca” – RECENZJA

Katarzyna Berenika Miszczuk, „Żerca”, cykl: „Kwiat paproci” (cz. 3), Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017.

Co to ja mam dziś dla miłych Państwa? (Raczej dla Pań, ale Panom w żadnym wypadku lektury nie zamierzam zabraniać).

Czarodziejska mikstura z wielu składników uwarzona. Fantasy, ale z przymrużeniem oka, elementy słowiańskiej mitologii, akcja wartka, zabawna bohaterka, miłość nie z tej ziemi. Do tego sporo humoru, szczypta erotyzmu (spora szczypta, może nawet garść). Zażywać o dowolnej porze (rano, w południe, wieczorem) i w miejscu dowolnym, nie wyłączając środków transportu publicznego ani zaplecza socjalnego w miejscu pracy. Stosować na niepogodę, na bolączki różne, a zwłaszcza na świetny nastrój. Przedawkować nie sposób.

Jednym słowem: „Żerca” Katarzyny Bereniki Miszczuk – trzecia część cyklu „Kwiat paproci”. Jeśli czytaliście części poprzednie: „Szeptuchę” i „Noc Kupały”, to dla Was książka obowiązkowa (jeśli nie, zacznijcie raczej od początku, bo akcja powieści kontynuuje wątki zapoczątkowane w poprzednich tomach).

Jak pewnie pamiętacie, nasza bohaterka,  obdarzona urodą, niemałym biustem i sporym poczuciem humoru, urocza Gosława Brzóska, wpadła w poważne tarapaty. W czasie słynnej Kupalnocki omal nie straciła życia, narażając się i potężnym słowiańskim bogom, i szalonej (a w dodatku martwej, brr) ex swojego ukochanego. Cudem wyszła cało z opresji, ale ukochany odjechał w nieznane i na długo, aby pochować tęże ex (która z martwej stała się… hmm… powiedzmy, że przestała istnieć), a Gosię zaczęły dręczyć koszmary, niemiła pamiątka dramatycznych wydarzeń. Na domiar złego szeptucha Jarogniewa (u której Gosia zamieszkała na stałe po Nocy Kupały) wyjechała na pielgrzymkę, przekazując uczennicy wszystkie swoje obowiązki. Gosia podejrzewa wprawdzie, że pielgrzymka Jarogniewy to w rzeczywistości eleganckie SPA, co nie zmienia faktu, że pracy ma w bród – związanej z przyjmowaniem klientów, pieleniem ogródka i zabezpieczaniem domu przed niepożądanymi wizytami nadnaturalnych istot.

Gdybyście pomyśleli jednak: „nuda!”, bylibyście w błędzie. Bardzo dużym błędzie. Życie Gosławy Brzózki w żadnym wypadku nie bywa nudne (w każdym razie od czasu przeprowadzki do Bielin). We wsi pojawia się bowiem nowy żerca. Rzecz jasna – niebrzydki, nieco zagadkowy i zdaje się, że zainteresowany Gosią. Co więcej, dziewczyna zyskuje jeszcze jednego adoratora (na jego temat nic jednak nie zdradzę, ale zapewniam – będziecie zaskoczeni). Wspomniane zaś nadnaturalne istoty – delikatnie mówiąc, nie czują do Gosi sympatii, wiążąc jej osobę z tajemniczymi zaginięciami swoich pobratymców.

Jak potoczą się perypetie sympatycznej kandydatki na szeptuchę? Czy Mieszko powróci i czy odgoni innych konkurentów? Nie pozostaje nic innego, tylko zatopić się w lekturze. A wierzcie mi – warto! Ja pochłonęłam ją błyskawicznie i z dużą przyjemnością. Miałam obawy, sięgając po kolejną część cyklu. Wiadomo bowiem, jak to z kolejnymi częściami bywa – zdarza się, że autorowi brakuje pomysłów, już tak nie zaskakuje, kontynuuje cykl trochę na siłę. Jak się jednak szybko przekonałam, „Żerca” w niczym nie ustępuje poprzednim tomom. Ba! Chyba mogę powiedzieć, że ta część podoba mi się najbardziej. Akcja toczy się wartko, jest ciekawie i niemożliwie zabawnie. A wątki romansowe? Ymm… Nie mogą się nie podobać.

Autorka ponownie sięga do słowiańskich wierzeń i obyczajów. I choć wydawać by się mogło, że najatrakcyjniejsze literacko spośród nich już wykorzystała, okazuje się, że obok znanych  czytelnikom cyklu bogów i bóstw pojawiają się nowe postaci – wprowadzające własny koloryt, a tłem do wydarzeń stają się kolejne ceremonie i zwyczaje naszych przodków. Uwspółcześnione, bo akcja powieści rozgrywa się przecież w rzeczywistości alternatywnej, zbliżonej do obecnych czasów, z założeniem jednakże, że Polska nie przyjęła chrztu, a ludzie nie odeszli od prasłowiańskich wierzeń. W „Żercy” odbywa się więc ceremonia „swaćby”, czyli zaślubin, a wcześniej „rozpleciny”, słowiański wieczór panieński, odprawiany w powieści tuż po pełni, w połączeniu z rytuałem płodności oraz zamawianiem urody. Opisy rozplecin należą  zresztą do najbardziej pomysłowych, zabawnych i zaskakujących (oj, tak!) fragmentów książki.

A zatem – macie ochotę na taką powieściową miksturę? Ja oczywiście polecam!

Agata

Moja ocena: 7,85/10 (a co tam! niech będą ułamki)

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu WAB


3 myśli nt. „Katarzyna Berenika Miszczuk, „Żerca” – RECENZJA

  1. Uwielbiam ten cykl!!! Jeśli ta część najlepsza, to tym bardziej muszę kupić! Szkoda tylko, że ksuążki nie są tańsze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *