Helga Flatland „Współczesna rodzina” – RECENZJA

Temat rodziny – jej nierzadko zagmatwanych losów i  trudnych wzajemnych relacji  – nie jest w literaturze norweskiej nowością. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że to wręcz jeden z tradycyjnych problemów podejmowanych przez norweskich twórców, i to zarówno wielotomowych sag, jak i znacznie krótszych form. Z dużym powodzeniem i na wiele sposobów eksploruje go także współczesna proza tej części Europy, żeby wspomnieć chociażby znakomitą „Sagę Rodziny Neshov” Anne B. Ragde czy „Niewidzialnych” Roy’a Jacobsena, którą to powieścią Wydawnictwo Poznańskie reaktywowało niezwykle niegdyś popularną Serię Dzieł Pisarzy Skandynawskich.

Kolejna pozycja serii, „Współczesna rodzina” (uhonorowana w 2017 roku Norwegian’s Bookseller Prize), zdecydowanie tradycję tę podtrzymuje, na co wymownie wskazuje już sam tytuł. Mimo to głos Helgi Flatland jest dość oryginalny. Dlaczego? – o tym więcej za chwilę. Dość teraz powiedzieć, że czytelnik przyzwyczajony do długich opowieści o norweskich rodach może być nieco zaskoczony. Nie odnajdzie w tej książce historii o zawikłanych rodzinnych dziejach, a obraz rodziny chciałoby się powiedzieć bardzo zwyczajnej, pozornie niewyróżniającej się niczym szczególnym. Ot, klasa średnia, przedmieścia Oslo, małżeństwo i trójka dorosłych dzieci, z których każde wiedzie niezależne życie. Jeśli losy tej rodziny nie wydają się jednak spektakularne, nie oznacza to, że nie przeżywa ona własnych dramatów. Oczywiście, że przeżywa! A wszystko zaczyna się od dużego „bum”, pewnego wydarzenia, po którym budowana przez lata konstrukcja rodziny zaczyna sypać się jak domek z kart.

Co się właściwie stało? Otóż z okazji siedemdziesiątych urodzin Sverrego cała rodzina wybiera się na wspólny wypad do Włoch. Tam, podczas urodzinowej kolacji, Torill i Sverre ogłaszają, że… biorą rozwód. Po czterdziestu latach wydawałoby się udanego życia. Od dawna nie układa się pomiędzy nimi dobrze, nie widzą wspólnej przyszłości itd. Przecież to ich decyzja, nikogo nią nie krzywdzą… Czyżby? Wydarzenie ma ogromny wpływ na członków rodziny, a także na ich relacje. Szczególnie dotkliwie odczuwa to najstarsza z rodzeństwa, Liv. Ona jest tą z dzieci rozchodzącej się pary, która pielęgnuje wpojone przez rodziców tradycyjne wartości  rodzinne. Od lat jest szczęśliwie zamężna, ma dwójkę dzieci, które wychowuje z dużym zaangażowaniem. Rozwód, a co za tym idzie – zmiana dotychczasowych rodzinnych zwyczajów, ustalonych od dawna obowiązków i ról – burzy jej uporządkowany świat. W nowej sytuacji musi odnaleźć się także pozostała dwójka rodzeństwa: Ellen i Håkon. Nie jest to łatwe, zwłaszcza że każdy spośród nich doświadcza swoich własnych, bolesnych problemów. I tak wszystko bardzo się komplikuje.

Kunszt powieści Helgi Flatland opiera się na wyjątkowej głębi psychologicznej i autentyzmie w portretowaniu członków rodziny, ich odczuć, przemyśleń, wzajemnych relacji. Choć fabuła rozwija się niespiesznie, a język jest po skandynawsku surowy i oszczędny, książka wręcz kipi od emocji. Narracja prowadzona w pierwszej osobie, w dodatku poprzez trzech narratorów: Liv, Ellen i na końcu Håkona, pozwala na utożsamienie się z tymi postaciami, zrozumienie ich lęków, frustracji, nadziei, niemal namacalne zbliżenie się do nich. Są tak różni od siebie, tak inaczej postrzegają rzeczywistość, ale ich marzenia być może są zbieżne. Pragną udanych relacji, pragną rodziny – choć każde z nich pod tym pojęciem rozumie co innego, każdy chce dla siebie jej innej wersji.

Nie istnieje bowiem jeden model „współczesnej rodziny”, a norweska pisarka, poprzez powieściowych bohaterów, zdaje się pokazywać różne jej oblicza. Jednocześnie zadaje pytania o znaczenie schematów, ról, które wyznacza nam taki czy inny jej model, a czasem które nakładamy na siebie sami. „Każde z nas mogłoby być kimkolwiek innym” – mówi Liv. Z jednej strony te „zwyczajowe ramy, utarte wzorce rozmów, spotkań i stałe miejsca przy stole” pomagają porządkować rzeczywistość. Z drugiej – bywają zgubne. Zwłaszcza wówczas, gdy mijają się z wewnętrznymi potrzebami jednostki.

„Współczesna rodzina” Helgi Flatland jest książką niezwykle bogatą w treści, dającą się interpretować poprzez wiele ciekawych zagadnień (wspomniane przeze mnie to zaledwie jedne z wielu). Autorka jest bowiem znakomitą obserwatorką nie tylko współczesnej rodziny, ale społeczeństwa w ogóle, jak sądzę niekoniecznie norweskiego. Poprzez bohaterów książki mówi o bolączkach, dylematach, dążeniach – po prostu współczesnego człowieka. Bardzo interesująca pozycja – zwłaszcza dla miłośników powieści psychologicznej.

Agata

Helga Flatland, „Współczesna rodzina”, przeł. Karolina Drozdwska, Wydawnictwo Poznańskie 2019, ilość stron: 350.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *