Ulf Nilsson, „Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa” – RECENZJA

Serie detektywistyczne dla dzieci od lat zajmują ważne miejsce na półkach księgarń i bibliotek. Wśród autorów zaś dziecięcych kryminałów prym wiodą – jakże by inaczej! – Skandynawowie. Wystarczy tu wspomnieć chociażby o niezwykle popularnym cyklu „Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai” Martina Widmarka i Heleny Willis (notabene, podobnie jak seria o Komisarzu Gordonie, w znakomitym tłumaczeniu Barbary Gawryluk). Tym razem chcę Wam opowiedzieć o książce popularnego szwedzkiego pisarza, Ulfa Nilssona, wielokrotnie nagradzanego (m.in. Nagrodą Astrid Lindgren za całokształt twórczości) autora książek dla dzieci i młodzieży, a także członka Szwedzkiej Akademii Książki dla Dzieci. Zapraszam was do pewnego lasu, na posterunek policji, któremu szefuje silną ręką (łapą? kończyną?) Komisarz Gordon, niemłoda już, wielce roztropna ropucha.

W „Pierwszej sprawie” (jak tytuł wskazuje, rozpoczynającej cykl) czytelnik trafia na posterunek Komisarza Gordona któregoś mroźnego zimowego dnia, wraz z małym zwierzątkiem krzyczącym piskliwym głosem: „Obrzydliwi złodzieje!”, a następnie: „Złodziejscy obrzydliwcy!”. Zwierzątkiem okazuje się wiewiórka Waleria, przyczyną zaś jej wzburzenia – kradzież. I to niebagatelna kradzież, bo aż 240 orzechów. Komisarz natychmiast przystępuje do działania, choć trudno powiedzieć, by czynił to z wielkim zapałem. Nie jest bowiem policjantem żądnym przygód, wcale nie lubi „strasznych zdarzeń”, a za to „trzaskający w kominku ogień, kubek z herbatą, parę ciastek, najchętniej z dżemem agrestowym”. Nie znaczy to oczywiście, że źle wykonuje swoją pracę. Co to, to nie! Jest świetnym policjantem, skrupulatnym i doświadczonym, ale ma już dziewiętnaście lat. Na szczęście w toku śledztwa pojawia się myszka Paddy (w jakich okolicznościach – tego rzecz jasna nie zdradzę) i Gordon wpada na doskonały pomysł zatrudnienia jej w charakterze swojej asystentki.

I tak Gordon i Paddy wspólnie rozwiązują kryminalną zagadkę, sprawdzają tropy, przesłuchują świadków. Stanowią przy tym bardzo dobry, doskonale uzupełniający się duet. Paddy jest młoda i sprawna, potrafi się wspiąć na drzewo, wślizgnąć do podziemnej nory, jest pełna zapału i pomysłów. Gordonowi brakuje energii i zręczności myszki, szybciej się męczy, ba!, bywa, że przysypia nad biurkiem. Jednak jego doświadczenie i mądrość są niezastąpione. A co najważniejsze, staje się nie tylko szefem, ale i nauczycielem Paddy. Wprowadza ją w tajniki zawodu policjanta – detektywa, przekazując jej i wiedzę, i coś znacznie ważniejszego – życiową mądrość.

Poprzez postać Komisarza Gordona Ulf Nilsson prezentuje swoistą filozofię. Gordon z oddaniem pilnuje porządku w swoim rejonie policyjnym, rozwiązał już nie jedną trudną sprawę, jednak ucieka się do pokojowych metod działania, a każde stworzenie traktuje z szacunkiem i zrozumieniem. Drzwi do więziennej celi, którą bez cienia wątpliwości każdy komisariat musi posiadać, zawsze są otwarte. Zresztą motyw więzienia jako kary dla leśnego przestępcy jest przez autora bardzo ciekawie rozwiązany (w jaki sposób – powiedzieć nie mogę, choć korci mnie ogromnie). Leśny posterunek Gordona wyposażony jest w ważne policyjne atrybuty, spośród których nasz sympatyczny bohater najchętniej wykorzystuje pieczęć. Gdy słychać charakterystyczne: „Pang!”, wiadomo, że zapisane zostały rzeczy naprawdę ważne. Pieczęć służyć ma zatem nadaniu powagi. Jaką zaś funkcję spełniać mają policyjny pistolet i pałka, wiszące w szafce za grubymi szklanymi drzwiami, zamknięte na wyjątkowo solidny zamek? No właśnie… jaką? Krótka rozmowa pomiędzy komisarzem a jego asystentką powinna zobrazować najlepiej, co próbuje przekazać pomiędzy wersami Ulf Nilsson:

– Tym razem musimy wziąć ze sobą pistolet, szefie.
– Nie! Tylko nie pistolet!
– Dlaczego nie? Dlaczego nigdy pan nie chce brać pistoletu?
Komisarz opuścił ręce i popatrzył z powagą na Paddy.
– Pistoletu można używać, tylko jeśli jest się bardzo mądrym i bardzo ostrożnym. To niebezpieczne.
Paddy podskoczyła poirytowana. Złodzieje tymczasem zniknęli za drzewami. Paddy tak chciała wziąć pistolet. To ona by go niosła.
– Ale przecież pan jest bardzo mądry i bardzo ostrożny, szefie.
Komisarz uniósł w górę palec. Miał do powiedzenia coś bardzo ważnego.
– Ten, kto jest naprawdę mądry i naprawdę ostrożny, nie bierze ze sobą pistoletu, bo to niebezpieczne!

Lektura pierwszej części przygód komisarza Gordona i jego asystentki Paddy dostarczyła mi – co ja mówię! – nam – bo przecież czytałam ją wspólnie z moim niespełna sześcioletnim synkiem – mnóstwo radości. To ciepła i zabawna historia, nawiązująca do najlepszych tradycji szwedzkiej literatury dla dzieci. Sympatyczne, niepozbawione wad postaci i ładny, choć prosty język trafiają do małego czytelnika. Wartka, zabawna akcja przykuwa jego uwagę i nakłania do przemyśleń. To opowieść detektywistyczna, kryminalna, a jednak mająca w sobie jakiś spokój, delikatność – być może wynikające właśnie z tej subtelnie wyłożonej filozofii autora. Wreszcie, nie sposób zapomnieć o bardzo urokliwych ilustracjach Gitte Spee, wspaniale korespondujących z tekstem i oddających jego specyficzny klimat.

Czujecie się zachęceni? Mam nadzieję, że tak. Nas natomiast czekają kolejne części cyklu („Ostatnia sprawa” i „Jeszcze jedna sprawa”) – o wrażeniach z lektury oczywiście doniosę:)

Agata

Ulf Nilson, „Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa”, przeł. Barbara Gawryluk, il. Gitte Spee, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019, ilość stron: 95.

4 myśli nt. „Ulf Nilsson, „Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa” – RECENZJA

    • My też uwielbiamy szwedzkich autorów dla dzieci! Kolejne części przygód Komisarza Gordona już w kolejce do lektury, więc recenzje pojawią się niebawem:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *