M. L. Longworth, „Morderstwo na Île Sordou” – RECENZJA

To już moje czwarte spotkanie z francuskim śledczym, Antoinem Verlakiem, i od razu muszę to zaznaczyć – równie udane, jak poprzednie. M. L. Longworth umie budować intrygę kryminalną ubraną w powieść obyczajową, ze świetnym jedzeniem i fantastycznymi okolicznościami przyrody w tle. „Morderstwo na Île Sordou” jest jak leniwe letnie popołudnie, akcja rozwija się powoli, ale rozwiązanie intrygi usatysfakcjonuje miłośników kryminałów. Nic tylko smakować, szczególnie, że pora sprzyja tego rodzaju lekturom.

Marie-Thérèse zakasłała i mówiła dalej:

– Uhm, specjalność tego wieczoru to… zupa z cukinii podana na zimno z crème-fraîche z Alp… to znaczy śmietana, nie cukinia… i pieczone warzywa przekładane ciastem filo zrobionym przez naszego szefa kuchni. – Powiodła poważnym spojrzeniem od Marine do Sylvie i mówiła dalej, nie mając dość śmiałości, by zerknąć na pulchnego mężczyznę, który wychylał się do przodu, usilnie się w nią wpatrując, z łokciami na stole i brodą opartą na pięściach. – Uhm, jako danie główne… świeżo złowiona dorada… Isnard ją złowił… to nasz rybak… jest bardzo miły…

Verlaque wybuchnął śmiechem, a Sylvie i Marine podniosły serwetki do ust. Oczy Marine wypełniły się łzami.

Antoine Verlaque jest sędzią śledczym w Aix-en-Provence, Marine Bonnet to profesorka prawa na tamtejszym, prestiżowym uniwersytecie. Łączy ich intymna relacja, a służbowo Marine nie raz pomaga w rozwiązaniu toczącego się śledztwa. Tym razem jednak para jest na urlopie, celem ich podróży staje się wyspa Sordou, leżąca u wybrzeży Marsylii. Właśnie ponownie otwarto na wyspie kameralny, ale bardzo luksusowy hotel. Trafiają tam wraz z grupką nieznajomych (i przyjaciółką Marine, Sylvie). Szybko okazuje się, że ich towarzystwo jest dość ekscentryczną mieszanką: jest tu emerytowany nauczyciel, sympatyczne amerykańskie małżeństwo, gwiazdor filmowy, którego sława dawno przeminęła, a obecnie gra w reklamach jedzenia dla psów. Wszyscy oni spędzają czas, odcięci od telefonów i Internetu (na wyspie niemal nie ma zasięgu), kąpiąc się w Morzu Śródziemnym, spożywając fenomenalne potrawy, przygotowane przez tamtejszego szefa kuchni. Czas płynie leniwie, jednak atmosfera w tej małej, przypadkowo połączonej na czas wypoczynku, społeczności zaczyna się zagęszczać. I nagle na wyspie dochodzi do morderstwa, a sprawca raczej nie mógł dostać się tam z zewnątrz. Verlaque i Bonnet będą musieli odkryć, kto zabił. Kluczem do tego będzie rozwikłanie siatki połączeń i relacji między osobami przebywającymi na Sordou, niektóre będą sięgały bardzo daleko w przeszłość…

M. L. Longworth jest autorką cyklu „Verlaque i Bonnet na tropie”. „Morderstwo na Île Sordou” to czwarta odsłona serii, recenzje poprzednich znajdziecie tutaj, tutaj i tutaj. Opowieść układa się w pewną całość, ale można czytać te książki także bez znajomości wcześniejszych części. Najnowsza powieść w ogóle jest osobną historią, ze względu na miejsce akcji, umieszczone poza Aix-en-Provence. Główni bohaterowie są na wakacjach i ma to swoje odbicie w klimacie, i fabule „Morderstwa…”.

Autorka ma to do siebie, że tworzy intrygę kryminalną niejako przy okazji, skupiając się przede wszystkim na relacjach między postaciami, szczególnie między Antoinem i Marine, ale nie tylko. Wiele miejsca poświęca posiłkom, sędzia Verlaque lubi dobre jedzenie i równie dobry alkohol, czytając powieść naprawdę nietrudno zrobić się głodnym, a opisy jedzenia są fantastyczne. W ogóle wiele tu z powieści obyczajowej, owszem dochodzi w końcu do zbrodni, ale może się wydawać, jakby była ona dodatkiem do reszty historii. Jednak myślę, że i miłośnicy kryminałów nie będą zawiedzeni. Mała, zamknięta społeczność, w której nagle ktoś pada ofiarą mordestwa, to chwyt często stosowany w kryminałach, znany chociażby z powieści Agaty Christie. Kiedy jasne staje się, że zabić musiała któraś z osób przebywających na wyspie, wydarzenia zaczynają się toczyć coraz szybciej. Finał jest zresztą bardzo ciekawy i, jak przystało na ten gatunek, zaskakujący. M. L. Longworth umiejętnie połączyła w nim wszystkie nitki intrygi, nawet te pozornie odległe.

Tym razem, podobnie jak we wcześniejszych częściach, także mam wrażenie, że Amerykanka dyskretnie kpi z francuskiego sposobu życia, przyzwyczajeń i socjalnych przywilejów, ale robi to w sposób budzący uśmiech. Poza tym książka jest pełna opisów bujnej śródziemnomorskiej przyrody, a przede wszystkim jedzenia. A goście na Sordou jadają jak królowie – chociażby dla menu warto sięgnąć po tę powieść 😉

Ja będę czekać na kolejną część serii, bo co tu dużo kryć – zdążyłam się już zaprzyjaźnić z piękną Marine i błyskotliwym śledczym, Verlakiem.

Ola

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Smak Słowa.

M. L. Longworth, „Morderstwo na Île Sordou”, przekład Małgorzata Trzebiatowska, Wydawnictwo Smak Słowa, 2020, ilość stron: 308.

2 myśli w temacie “M. L. Longworth, „Morderstwo na Île Sordou” – RECENZJA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *