Zygmunt Miłoszewski, „Bezcenny” – RECENZJA

Po przeczytaniu kilka lat temu cyklu o prokuratorze Szackim wiele razy chciałam się zabrać za „Bezcennego” Zygmunta Miłoszewskiego, ciągle jakoś się nie składało. A że książka ta pojawiła się w ostatnie Boże Narodzenie pod naszą choinką, to cóż. Świętemu Mikołajowi się przecież nie odmawia, za rok może zostawić za karę rózgę albo co. Nie będę ukrywać – powieść okazała się kolejną świetną przygodą literacką z prozą Miłoszewskiego. Tajemnica sprzed lat mogąca zmienić losy świata, zaginione w czasie II wojny światowej bezcenne dzieło sztuki, wyścig z czasem czwórki poszukiwaczy skarbów i zaskakujący finał. Czego można chcieć więcej w zimowe wieczory?

Jest ich czworo. Zofia Lorentz, wymagająca i zdyscyplinowana urzędniczka polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, specjalistka od odzyskiwania zaginionych dzieł sztuki. Karol Boznański, ekscentryczny marszand, miłośnik dobrego jedzenia, najchętniej pochodzącego z własnego gospodarstwa. Anatol Gimitriuk, świeżo emerytowany major Wojska Polskiego. Lisa Tolgfors, szwedzka arystokratka i legendarna złodziejka. I on – najcenniejszy w historii ludzkości zaginiony obraz na świecie, „Portret Młodzieńca” Rafaela Santi. Wspomniani bohaterowie dostają od rządu Rzeczpospolitej Polskiej misję niemal niemożliwą do zrealizowania – mają znaleźć i przywieźć do kraju zaginione w czasie wojny bezcenne arcydzieło malarstwa. A dokładniej mówiąc, muszą je ukraść. Szybko okazuje się jednak, że cała historia ma drugie i trzecie dno, ów legendarny portret bowiem powiązany jest z pewnym sekretem, którego ujawnienie zmienić może oblicze świata. Poszukiwaczom skarbu grozić zaczyna śmiertelne niebezpieczeństwo.

Zofia Lorentz parzyła w czarne oczy renesansowego młodzieńca, którego sportretował Rafael, i walczyła z emocjami. Znała wszystkie przedwojenne zdjęcia tego obrazu. W tym nieliczne kolorowe. Znała wszystkie detale, od delikatnego rysunku paznokci po wieże miasteczka, które hen daleko za oknem przycupnęło pod łagodnymi wzgórzami. Znała ten zadziorny uśmieszek, który zdawał się mówić: „Nigdy mnie nie znajdziecie” i który – choć nikomu nigdy do tego się nie przyznała – był wyzwaniem, dla którego poświęciła wszystkie inne możliwości kariery. Mogła zostać rzeczoznawcą w zachodnim domu aukcyjnym, mogła pracować jako marszand, mogła grzać teraz tyłek na swoim jachcie zacumowanym koło Genui, zamiast martwić się, czy to ostatni przed kwietniem słoneczny dzień. Mogła, ale zawsze kiedy dopadały ją wątpliwości, patrzyła na ten zadziorny uśmieszek, który wypełniał ekran jej komputera i myślała: znajdę cię, skurczybyku.

Jedyny znany przypadek w życiu doktor Lorentz, kiedy pozwalała sobie na użycie słowa tak ordynarnego.

Miała wiele powodów, żeby odnaleźć „skurczybyka”. Więcej, niżby sobie życzyła.

Portret młodzieńca, Rafael Santi

„Bezcenny” to książka, w której Miłoszewski prowadzi z czytelnikiem pewną grę, naszpikowana jest cytatami i nawiązaniami do świata literatury, filmu i muzyki, autor bardzo inteligentnie umieścił w powieści mniej lub bardziej ukryte tropy. Fabuła musi kojarzyć się z Indianą Jonesem, mnie jednak przypomniał się jeden z ulubionych bohaterów z lat dziecinnych – Pan Samochodzik. Powieść jest taką dorosłą wersją prozy Nienackiego. Mamy tutaj urzędnika państwowego (choć w damskiej wersji), budzącą emocję wyprawę w poszukiwaniu dzieł sztuki, opryszków spod ciemnej gwiazdy, zbieżności jest tutaj aż nadto, włączając – jakże by inaczej – pewne bardzo nietypowe auto.

Autor wykonał też żmudną pracę przygotowawczą. „Bezcenny” zawiera wiele autentycznych historii i faktów, zarówno związanych z historią Polski, zaginionymi dziełami sztuki („Portret Młodzieńca” to naprawdę najcenniejsze polskie dzieło, którego poszukiwania trwają od 1945 roku), ale też i wiele bardzo celnych spostrzeżeń i mniej lub bardziej zabawnych nawiązań do bardzo współczesnej historii. Na przykład premier RP bardzo przypomina pewnego prezydenta Europy, miłośnika piłki nożnej. Pojawiają się rzeczywiste postaci i miejsca, po lekturze nabrałam chęci na wyprawę na Kalatówki, w poszukiwaniu skarbów. Rzecz jasna, na podstawie realnych wydarzeń stworzona jest zupełnie fikcyjna opowieść, stanowi jednak niemałą zachętę do samodzielnego odrywania tego arcyciekawego, ale też i zasmucającego wątku związanego z II wojną światową. Nie da się ukryć, że również na tym polu państwo polskie poniosło bardzo dotkliwe straty. Miłoszewski koniec końców tworzy w powieści pewną alternatywną wersję historii, rozwinie ten pomysł w późniejszym, doskonałym zresztą, „Jak zawsze” (którego recenzję znajdziecie tutaj). Finał mnie bardzo zaskoczył i początkowo trochę rozczarował, ale po przemyśleniu muszę przyznać, że autor (znowu) wykazał się realistycznym (choć ironicznym) spojrzeniem na Polskę i jest wielce prawdopodobne, że tak to by się wszystko właśnie potoczyło.

Co to dużo kryć, ja jestem zachwycona, książka mnie po prostu urzekła. Polecam Wam, na zimowe i letnie wieczory, na pewno się nie zawiedziecie.

Ola

Zygmunt Miłoszewski, „Bezcenny”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013, liczba stron: 493.

4 myśli nt. „Zygmunt Miłoszewski, „Bezcenny” – RECENZJA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *