Suzanne Berbezat, „Frida Kahlo prywatnie” – RECENZJA

Frida Kahlo to artystka – legenda, artystka – fenomen. Za życia znano ją przede wszystkim jako żonę słynnego męża, bodaj największego meksykańskiego malarza swoich czasów, Diego Riviery, ekscentryczną, o oryginalnej urodzie, od czasu do czasu poświęcającą czas malarstwu. Po śmierci wizerunek jej postaci, utrwalany wielokrotnie przez nią samą na autoportretach, kobiety o ciemnych włosach, zazwyczaj mocno upiętych na czubku głowy, z charakterystycznie zrośniętymi brwiami, najczęściej w tradycyjnym meksykańskim stroju – stał się rozpoznawalny na całym świecie. Emocje budzi malarstwo Fridy – odważne, pełne symboli, często poruszające temat kobiecej seksualności, mówiące wiele o życiu artystki, wyrażające ból i rozpacz kobiety.

Nic zatem dziwnego, że wystawa prac Fridy Kahlo i Diego Riviery, jaką można oglądać do 21. stycznia przyszłego roku w poznańskim w Centrum Kultury Zamek, cieszy się ogromną popularnością. W związku z tym ważnym wydarzeniem Wydawnictwo Marginesy zdecydowało się na kolejną publikację poświęconą meksykańskiej artystce. O ile jednak wydana w 2015 roku „Frida” Bárbary Mujica to powieść pisana z perspektywy siostry Fridy, Cristiny Kahlo, fikcja literacka oparta jedynie na ważnych faktach z życia malarki, o tyle najnowsza propozycja Marginesów – „Frida Kahlo prywatnie” Suzanne Barbezat – to rzetelna biografia, pięknie wydana i bogato ilustrowana. To przystępnie napisane kompendium wiedzy o Fridzie, jej życiu, pasjach, miłości,  a zarazem klucz do zrozumienia niezwykłej twórczości. Czytaj dalej

Herbjørg Wassmo, „Te chwile” – RECENZJA

Herbjørg Wassmo, „Te chwile”, przeł. Ewa M. Bilińska, Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot 2015.

Moja fascynacja prozą Herbjørg Wassmo trwa już od jakiegoś czasu. Zaczęłam oczywiście od słynnej „Księgi Diny”, uderzającej, potężnej historii o sile, cierpieniu i namiętności. Następny był „Syn szczęścia”, kontynuacja cyklu „Dina” (niecierpliwie czekam na zapowiadaną jeszcze na ten rok część trzecią, „Dziedzictwo Karny”), potem monumentalne i porywające „Stulecie”. „Dom za ślepą werandą” (jedyny wydany w Polsce tom cyklu „Tora”) udało mi się zdobyć na aukcji internetowej, za wcale niemałą sumkę, zważywszy na wiek książki i liczne ślady użytkowania, w tym zalania kawą. Piękna to zresztą i straszna jednocześnie książka. Wciąż jednak nie mogę zdecydować się, czy już pisać o niej, czy czekać na wydanie w nowym przekładzie, być może Ewy Bilińskiej, do którego podobno (ale ciii, nie mówmy o tym głośno, nie zapeszajmy) przymierza się wydawnictwo Smak Słowa. Czytaj dalej