Ewa Przybylska „Jaga pod napięciem” – RECENZJA

Ewa Przybylska, „Jaga pod napięciem”, Akapit Press, Łódź 2017.

W życiu nie zawsze dzieje się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Igol (czasem mówią na niego Ignaś, ale niespecjalnie podoba się to dwunastoletniemu chłopakowi) ma spędzić miesiąc wakacji w niewielkiej miejscowości u koleżanki swojej mamy. „Cały sierpień! Stracony czas. Nikt nie zapytał go o zdanie”. A mógł grać w piłkę w rodzinnym Poznaniu. Mógł. Skazany jest jednak na nieznane sobie miejsce, brak kolegów, towarzystwo pani Pelagii, trzydziestopięcioletniej aptekarki. I co najgorsze – towarzystwo Jagi! Wstrętnej, chudej, zwariowanej dziewczyny, która siedziała przed nim w ławce przez cztery koszmarne lata podstawówki! A teraz pojawiła się i tu. Czytaj dalej

Barbara Kosmowska, „Kolorowy szalik” – RECENZJA

Barbara Kosmowska, „Kolorowy szalik”, Wydawnictwo Literatura, 2014

Śmierć kolegi to nie jest łatwy temat? Jak rozmawiać o tym z dziećmi? Barbara Kosmowska odważnie zmierzyła się z tym problemem. Dodatkowo poruszyła kwestię dziecka, które jest odrzucone w grupie rówieśniczej. Tomek przeprowadził się do Dąbrówki z miasta. Inaczej się ubiera, wysławia, jego mama jest tłumaczem książek z języka francuskiego. Chłopiec bardzo lubi czytać, co już go dyskwalifikuje u kolegów!! Dodatkowo przez fakt długotrwałej choroby jest słabszy, nie uczestniczy we wszystkich zabawach, wyjazdach, jest po prostu inny. Czytaj dalej

Katarzyna Berenika Miszczuk, „Noc Kupały” – RECENZJA

Katarzyna Berenika Miszczuk „Noc Kupały”, cykl: „Kwiat paproci” (cz. 2), Wydawnictwo WAB, Warszawa 2016.

Pamiętacie jeszcze historię Gosławy Brzózki? Młodej, ładnej, lecz raczej dość zwyczajnej kobiety, która po ukończeniu studiów medycznych wyjeżdża do świętokrzyskiej wsi Bieliny, gdzie odbywa obowiązkową praktykę u miejscowej szeptuchy?
Na Swarożyca! Głupie pytanie! Kto przeczytał, ten bez wątpienia pamięta!
Autorka powieści – Katarzyna Berenika Miszczuk – wywróciła dotychczasowe, „normalne” życie swojej bohaterki do góry nogami, każąc jej mierzyć się z mocami rodem z dawnych przedchrześcijańskich wierzeń, do których ta nie przywiązywała do tej pory dużej wagi. Co więcej, przed czytelnikiem rozciągnęła wizję alternatywnej historii Polski, która nie przyjęła chrztu i w XXI wiek wkroczyła jako nowoczesne, ale całkowicie oddane słowiańskiej tradycji państwo. Czytaj dalej

Sylwia Zientek, „Kolonia Marusia” – RECENZJA

Sylwia Zientek, „Kolonia Marusia”, Wydawnictwo WAB, 2016

– Mamo, dlaczego to dziecko na okładce płacze, przecież jest u mamy na rękach?
– Tak, ale jego mama jest smutna. Muszą uciekać, bo wypędzili ich z domu.
– Ale nie można kogoś wypędzić z jego domu?!
Takie oczywiste się to wydaje małemu dziecku, takie oczywiste być powinno.
Wołyń. Miejsce, gdzie współżyli Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Rosjanie i Ormianie. Razem pracowali w polu, obchodzili święta, żenili się po sąsiedzku, bawili się i pozdrawiali każdego ranka mijając w drodze do pracy. Ale nadszedł wrzesień 1939 roku, wojna zmieniła ludzi w zawładnięte nienawiścią hieny. Przez Wołyń przetoczyła się fala ludobójstwa, paląc, gwałcąc i mordując. Sąsiad sąsiadowi. Człowiek człowiekowi stał się wilkiem. Kulminacja przypadła na lato 1943 roku.
Czytaj dalej

Szczepan Twardoch, „Morfina” – RECENZJA

Szczepan Twardoch, „Morfina. Warszawa 1939: kobiety, narkotyki i zdrada”, Wydawnictwo Literackie 2012

Całkiem niedawno pisałam o „Królu” Twardocha, który mnie urzekł – wróć! złe słowo! – zafascynował: opowiedzianą historią, narracją, ale chyba przede wszystkim osadzeniem powieści w bardzo pieczołowicie oddanych realiach (recenzja TUTAJ).

Taka też jest „Morfina”, wcześniejsza powieść Twardocha, doceniona przez czytelników i krytyków (Paszport Polityki 2012, nominacja do Nagrody Literackiej Nike 213, nominacja do Nagrody Literackiej Gdynia 2013 oraz Prix du Livre Européen / European Book Prize 2015). Bardzo obszerna powieść (w wersji papierowej prawie 600 stron!), której akcja toczy się głównie w Warszawie, tuż po przegranej kampanii wrześniowej. Warszawie „zgwałconej”, „podziurawionej”, „spoliczkowanej”, bo zajętej przez okupantów, a jednak nadal żyjącej swoim życiem, ogłoszeniami na płotach, żydowską biedotą, grobami na ulicach, kawiarniami i uliczną spekulacją. Czytaj dalej

Szczepan Twardoch, „Król” – RECENZJA

Szczepan Twardoch „Król”, Wydawnictwo Literackie 2016

Jeśli literatura może mieć płeć (przeciwko czemu zresztą zawsze się buntowałam), to proza Szczepana Twardocha reprezentuje bez wątpienia nurt literatury męskiej. I bynajmniej nie ze względu na płeć autora. Będzie wiedział, o czym mówię, każdy, kto przeczyta „Króla”.

Powieść rozpoczyna opis walki bokserskiej. Jest rok 1937. W sali Kina Miejskiego na rogu Długiej i Hipotecznej w Warszawie odbywa się mecz o drużynowe mistrzostwo stolicy między Legią a Makabi. Spotykają się tu dwie obce – ba! wrogie sobie Warszawy. Warszawy władające innymi językami, czytające inne gazety, zajmujące inne dzielnice. Warszawa polska i żydowska.
Walczą bokserzy wagi piórkowej, potem koguciej, półśredniej, średniej, półciężkiej. Na ring wchodzą bokserzy wagi ciężkiej, Polak i Żyd, Andrzej Ziembiński i on – piękny, posępny, silny – Jakub Szapiro. Walce przygląda się siedemnastoletni chłopak, chudy Mojżesz Bernsztajn. Patrzy na niezwyciężonego Jakuba Szapirę, półboga a zarazem tego, kto zamordował jego ojca, wywlókł z mieszkania za brodę za niezapłacenie gangsterskiego haraczu, rozłupał czaszkę, poderżnął gardło, kazał poćwiartować ciało i wyrzucić. Czytaj dalej

Marcin Mortka „Projekt Mefisto” – RECENZJA

Marcin Mortka, „Projekt Mefisto”, Wydawnictwo W.A.B., 2016.

Trzymam w ręku książkę (choć jak widzicie to raczej – czytnik z e-bookiem😀), która jest dla mnie trochę zaskoczeniem, trochę odkryciem, a na pewno lekturą, którą śmiało mogę polecić.
Słyszałam o Marcinie Mortce sporo dobrego, świetny pisarz i tłumacz fantasy, niesamowicie płodny literacko, na półce u moich dzieci stoi kilka jego pozycji (zresztą bardzo udanych). „Projekt Mefisto” tematyką zdaje się zbliżać do powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk (cyklu „Ja, diablica”, „Ja, anielica”, „Ja, potępiona” czy ostatniej „Szeptuchy”). Zapowiedzi wydawnicze głoszą o przystojnym i cynicznym diable Zygmuncie, szeregowym pracowniku piekła, który przybywa do małego miasteczka, by realizować strategię piekielnego zarządu na pogrążenie ludzkości w grzechach. Szybko okazuje się jednak, że misja przerasta jego możliwości, a jej teren – Wypluty – zamieszkują istoty przynajmniej równie potężne jak on, które skutecznie utrudniają diabelskie działania. Wodnik, wiedźma, wilkołak, leszy, rusałka – to postaci w znacznej mierze zaczerpnięte z rodzimego folkloru, przedchrześcijańskich wierzeń.
Realia, w jakich autor osadza tę fantastyczną zgraję, to jednak w żadnym wypadku sielska rzeczywistość, tło dla lekkiej, magicznej opowieści czy też może paranormalnego romansu. O nie!
To bardzo brutalny obraz polskiej prowincji, brzydkiej, pachnącej tanią kiełbasą i papierosami. Rzeczywistości ludzi (bynajmniej nie pięknych) unurzanych w trudnej codzienności, wulgarnych (ilość przekleństw na cm2 kartki papieru jest zatrważająca!), sceptycznych i na ogół smutnych. Mortka oddaje ten świat Polski „B” tak sugestywnie, że niemal widzimy popękane żyłki na nosie miejscowego menela, czujemy… a dobrze, nad zapachem przepoconej koszuli w kratę nie będę się rozwodzić.
Ale to nie brutalny realizm niczym z głębokiego PRL-u. To rzeczywistość w krzywym zwierciadle, tak przerysowana, tak przejaskrawiona, że aż … śmieszna. Do tego humor postaciowy, sytuacyjny (o potężnej sile rażenia) – tworzą mieszankę wybuchową.

[rozmowa diabła Zygmunta z wyplucką młodzieżą]
„- Co się, kurwa, szwendasz? Myślisz, kurwa, że co? – napierał młodzian w czapce, któremu emocje najwyraźniej uniemożliwiały budowanie zdań dłuższych niż cztery wyrazy.
– Wyskakuj z fajek, pizdo – warknął drugi, równie nabuzowany, różniący się od pierwszego właściwie tylko ordynarnym tatuażem na szyi. – I z portfela.
– Jebnij mu Seba! – darł się piskliwym głosem trzeci […]
– No i co, ciapaty? Doigrałeś się! – wychrypał Seba. Wyłuskał smartfona i podał chudzielcowi z tyłu. – Potrzymaj, Uszol, tylko nie grzeb.
– Ciapaty? – zdziwił się uprzejmie Zygmunt.
Wśród ogólnych wytycznych, które otrzymują agenci terenowi, była również informacja o tym, że ciemniejszy kolor skóry, kojarzący się z południowym pochodzeniem bądź zamiłowaniem do sportu, dobrze oddziałuje na kobiety. Zygmunt był jednym z wielu, którzy skorzystali z podpowiedzi”.

Tu muszę się przyznać, że mniej więcej do połowy lektury równie często śmiałam się co denerwowałam wizją świata, którą roztaczał przede mną Mortka (Szanowny Panie Marcinie, proszę wybaczyć, takie prawo czytelnika, zwłaszcze tego mniej bystrego). Ale potem zaczęłam spoglądać nań (na świat przedstawiony rzecz jasna, nie na autora😜) z nieco szerszej perspektywy. Wulgaryzmy i brzydota wydały mi się uzasadnione, a w zamkniętej przestrzeni Wyplut zaczęłam odkrywać sensy metaforyczne .
Nie zawiodłam się na lekturze. Więcej – doceniam rozmach powieści, mnogość pomysłów, zaskakujących zwrotów akcji, humor z piekła rodem. Doceniam wykorzystanie tematyki fantastycznych postaci i skonfrontowanie ich z najbardziej odartą z magii rzeczywistością – po to, by powiedzieć o niej coś więcej. Zabawna, ale i dająca do myslenia, jest także wizja piekła – jako bezdusznej, stawiającej tylko na wyniki korporacji, z całym arsenałem paradoksalnych procedur i metod działania.
Czytajcie zatem! Bawcie się świetnie przy tym! Ale niech nie przyjdzie Wam do głowy szatański pomysł, żeby dać do rąk niepełnoletnim!
Agata

Agata Mańczyk „Motyl rysowany w myślach” – RECENZJA

Agata Mańczyk, „Motyl rysowany w myślach”, Wydawnictwo Akapit Presss, 2016

Pierwszy dzwonek. Początek roku szkolnego w liceum plastycznym w Warszawie.
Klasa I. Ich czworo: Aster, Kobra, Minka i Lupa.
Pozornie różni ich wszystko. Aster jest przystojny, pewny siebie i wygadany, to syn uznanego artysty i wykładowcy Akademii Sztuk Pięknych. Kobra – zakompleksiona marzycielka z nadwagą – gdyby mogła, czasami chciałaby być niewidzialna (tak jest zresztą traktowana we własnym domu). Zupełnie inaczej jest z piękną i zgrabną Minką, której nie da się nie zauważyć. Choć ma wygląd anioła, jest silną, arogancką dziewczyną, niezwracającą najmniejszej uwagi na rozmarzone spojrzenia chłopców. Z kolei Lupa, szczupły chłopak o delikatnej urodzie, jest niezwykle ambitny, gorączkowo poszukuje swojej życiowej drogi. Czytaj dalej

Barbara Gawryluk „Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia” – RECENZJA

„Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia” Barbary Gawryluk (Wydawnictwo Marginesy, 2016) to właściwie nie biografia, a zapis rozmów z autorką Jacka i Agatki, wspomnień ważnych osób z jej otoczenia, zbiór historii i anegdot.
Wyłania się z nich portret niezwykle płodnej i utalentowanej autorki literatury dla dzieci i portret niezwykłej kobiety. Charyzmatycznej, dowcipnej, pięknej, o wielkiej sile i energii życiowej, oddanej pracy artystycznej, ale też niepozbawionej wad… Czytaj dalej

Katarzyna Berenika Miszczuk, „Szeptucha”

Czy znacie (i w dodatku lubicie) cykl ”Ja anielica” – „Ja diablica” – „Ja potępiona”?Jeśli tak – lektura „Szeptuchy” jest dla Was obowiązkowa!Jeśli nie – a nie oczekujecie literackich uniesień najwyższego lotu, lecz w zamian zgodzicie się na rodzimą fantastykę z przymrużeniem oka, z dużą dozą humoru i romansem nie z tej ziemi – Was również do „Szeptuchy” zachęcam😀.

„Drogi czytelniku” – pisze autorka – „czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, co by było, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Czy nadal wierzylibyśmy w pogańskich bogów? Jak dzisiaj wyglądałoby nasze państwo?”,

a następnie serwuje nam obraz takiej właśnie słowiańsko-pogańskiej rzeczywistości, choć osadzonej w czasach rzekomo współczesnych.Gosława Brzózka – w skrócie po prostu Gosia – kończy studia medyczne i udaje się na praktykę do szeptuchy (szeptuchy bowiem pełnią funkcję nie mniej istotną od lekarzy, są czymś w rodzaju pierwszej opieki medycznej). Gosia jest typowym mieszczuchem, dziewczyną sceptycznie nastawioną do słowiańskiej religii, w dodatku hipochondryczką, panicznie bojącą się zakażeń, bakterii, a nade wszystko – kleszczy😵 A tych nie da się uniknąć (pomimo najbardziej przemyślanych strojów) w okolicach niewielkiej wsi w Górach Świętokrzyskich.Co więcej – pradawne wierzenia ożywają tu nie tylko w formie pielęgnowanych bardziej niż w dużym mieście świąt i obyczajów. Bywa że przybierają postać mitycznych istot…Pojawia się i On – przystojny, naprawdę jedyny w swoim rodzaju.Chwytajcie zatem za lekturę i bawcie się dobrze!!!

Ja czekam już na kolejną część cyklu – podobno ma pojawić się jesienią.

Wasza Zabookowana Agata